O skromniemózgowych

Bywało, do czego się przyznaję ze skruchą, że zdarzało mi się użyć wobec niektórych ludzi określenia, które oznaczało w grece „człowieka prywatnego”. To było wysoce niesprawiedliwe. Bo należy przyznać, że praktycznie wszyscy ludzie, włącznie ze mną, zajmują się przede wszystkim swoimi sprawami prywatnymi. Nie wychodzą poza ograniczony krąg swoich przekonań, pragnień i lęków. W kręgu tym zamykają ich emocje, ugruntowane na przekonaniach – no i wtedy, gdy biorą one górę, okazujemy się skromniemózgowymi. W technicznym języku psychologii oznacza to, że jesteśmy wtedy nieświadomi. Nieustanie czegoś pragniemy, coś odrzucamy, jesteśmy zazdrośni albo pyszni. Nie widzimy racji innych, tylko swoje własne. A to oznacza właśnie skrajną nieświadomość. Zawsze gdy jesteśmy przekonani, że mamy rację, jesteśmy właśnie nieświadomi. Zawsze gdy ogarnia nas jakaś emocja (obojętne czy pozytywna, czy negatywna) wobec innej osoby – jesteśmy nieświadomi. Dlatego jesteśmy skromniemózgowymi, nie wystawiającymi nosa poza tunel naszego ego. Jak kiedyś powiedział Michał Heller: „Pytany o inteligentne życie pozaziemskie odpowiadam, że nie jestem pewien, czy życie inteligentne istnieje nawet na Ziemi”. Według mnie istnieje – ale skromniemózgowe właśnie. Na tyle, na ile nas stać. I przyznanie się do tego może być dla nas, skromniemózgowych, największym osiągnięciem.

Dodaj komentarz