O nietrwałości

Wedle buddyzmu nic nie ma swojego wewnętrznego istnienia, wszystkie rzeczy są puste, a to co powstało, musi się rozpaść. Rzeczy przypominają raczej tęczę albo bańkę mydlaną, są piękne acz nietrwałe. Także taoizm twierdzi, że świat jest czymś na kształt strumienia, czasem rwącego, a czasem spokojnego. Nic nie jest trwałe, wszystko płynie. Na pewnym moście w Szwajcarii znajdujemy tabliczkę z napisem: „Wszystko jest przejściem”. Póki żyjemy pozostajemy w samsarze, płyniemy w strumieniu, nieustannie przechodzimy od jednego stanu do drugiego. Te przejścia są czasem niezauważalne, a czasem gwałtowne, przypominają wtedy turbulencje, które wprawiają nasze życie w stan chaosu.

Ludzie boją się nietrwałości, która jest niebezpiecznie spokrewniona ze śmiercią. Nic dziwnego, że szukają złudzenia stałości i niezmienności wierząc w nieśmiertelną duszę, albo niezwykłe stany umysłu. Często jednak to tylko łudzenie się. Ja wolę podejście filozoficzne, gdy za Ludwigiem Wittgensteinem mogę powiedzieć:„Filozofować to zstąpić w pierwotny chaos i czuć się tam dobrze”. Gdy patrzę na zmiany w moim życiu wydają się mi one czystym chaosem. A jednak jestem w nich, zanurzam się w ich przepływie, czasem skaczę na głęboką wodę nieznanego. Filozofować to nie znaczy odkrywać jakiś sens w tych przemianach – bo tego sensu tam w ogóle nie ma – nie, wystarczy, że czuję się w nich dobrze. Na tyle dobrze, że już nie planuję, nie przewiduję, nie wiem co będzie za chwilę czy rok. Jestem w obecnej chwili, bo wiem, że ona zaraz minie.

Dodaj komentarz