Najsprytniejszym trickiem Natury tworzącej człowieka było wyposażenie go w pamięć, zapewne po to, by świadomość mogła sycić się poczuciem własnej trwałości. Pamięć daje świadomości surogat trwania, wypełnia lukę powstałą przez nieobecność instynktów, których trwanie jest cykliczne, w kręgu pragnienia i zaspokojenia tworząc świat zwierzęcy. Pamiętać to przedstawiać sobie to, co przeszłe jako istniejące, pamięć jest bowiem swego rodzaju halucynacją, dającą nam blade wizje w modusie przeszłości. Bez tych głęboko ukrytych obrazów nie było by możliwe zaistnienie czegoś takiego jak ego. Ego mówi: „Jestem moją przeszłością, jestem tym, co pamiętam, jestem tym wycinkiem świata, który zachował się w mojej pamięci.” Nie przeczę istnieniu pamięci pojętej jako pozaczasowe, pozaświadome trwanie, jak u Bergsona; przecież dopiero pokłady takiej pamięci oświetlone światłem wiedzy pozwalają mówić o byciu w ogóle. Dla ego wszakże pamięć jest bóstwem, twórcą przeszłości i przyszłości.
Poszukajmy jednak pozytywnej strony istnienia ego. Przeciwstawiając się instynktom dążącym do natychmiastowego zaspokojenia, ego odwleka to zaspokojenie, oscylując na granicy pomiędzy płynącymi z głębi impulsami a rzeczywistością zewnętrzną. Tak rodzi się świadomość, powstając jako instancja równoważąca potęgę popędów. Bez pamięci nie ma ego, nie ma trwałej rzeczywistości świadomościowej. Wprawdzie to pamięć jest podstawą ego, a uczucie pierwotnego oddzielenia i związany z nim lęk odpowiedzialne są za jego powstanie, ale świadomość – w swych szczytowych momentach – jest jedna i stoi poza rozróżnieniem na moje i twoje. Ludzkość jest jednością na początku, w swych ciemnych głębiach i może kiedyś stać się jednością świadomą, co najpierw urzeczywistni się w pojedynczych osobach.
