Jakiś czas temu zostałem zapytany, jak tam z moim pesymizmem, którym epatowałem na blogu jeszcze parę dobrych lat temu. Otóż mój pesymizm ma się dobrze, a nawet jeszcze lepiej niż wówczas. Wtedy koncentrowałem się na kryzysie klimatycznym, a ten jest w tej chwili w pełnym rozkwicie, i ludzkość nic a nic nie robi w tej sprawie. Tak więc, jak w jednym z wpisów rok temu zadeklarowałem, już nie będę pisał o takich sprawach, bo i tak mamy przechlapane. Co nie znaczy, że temat kryzysu klimatycznego zniknął z mojego pola widzenia. Tylko jest tak, że mój pesymizm mówi mi, że i tak nic tu nie podołamy.
Od tych paru lat dołączyły się jeszcze wojny, bliższe i dalsze. A co gorsze, zmieniła się atmosfera mentalna ludzkości – już teraz się spokojnie mówi o trzeciej wojnie światowej, jakby to było coś nieuchronnego, ba, koniecznego. Analitycy polityczni, specjaliści od geopolityki, media – wszyscy nadają na jednej fali. I to jest to, co karmi mój pesymizm – totalna, wszechobecna głupota. Jak była pierwsza wojna światowa, potem druga, to teraz będzie sobie trzecia. Bo co, do trzech razy sztuka? Zabijamy się, bo wtedy jest wesoło. Mój pesymizm jest osadzony głównie na ocenie tego nędznego gatunku, jakim jest homo sapiens. A ta ocena spada z każdym rokiem, w tej chwili sięgając już samego dna. Ten gatunek nie ma przyszłości. Sam sobie kopie grób. Osiem miliardów idiotów, szukających nieustannie sposobu, by jeszcze coś spieprzyć i zniszczyć. Parafrazując znane powiedzenie: planeta piękna, tylko ludzie kurwy.
Dodajmy do tych wesołych wieści jeszcze nieunikniony kryzys finansowy, który nastąpi w ciągu paru lat. Czyli mniej lub bardziej globalna plajta. A może jeszcze jakaś epidemia? A może kolejny debil na prezydenta, co preferują ostatnio wszystkie narody? A może jeszcze trzęsienia ziemi, tsunami, bo planeta już nie wytrzymuje tych pełzających po niej pcheł, zwących się ludźmi? Wszystko to, co wymieniłem, przydarzy się do 2030 roku albo wcześniej. Tak więc, spoglądając na rzeczywistość wokół mnie, trudno mi być optymistą. Ludzkość czeka albo żałosny koniec, albo nowe wieki ciemne. Dla wszystkich śmierć albo marna egzystencja w trybie postapo, a dla wybranych, których stać na posiadłości na Nowej Zelandii, przetrwanie. Nie, nie jest tak że jest źle, jak to drzewiej bywało – jest najgorzej jak tylko może być. Przed nami tylko ciemność.
Tak więc, mój drogi pytający przyjacielu, mój pesymizm ma się dobrze. Jest źle, a będzie jeszcze gorzej. Kiedyś pewien rabin powiedział:„Ten świat to podrzędna rzeźnia”. Tak jest, a noże rzeźnickie są coraz doskonalsze. Ale nawet nie chodzi o noże. Szekspir ujął całkowity bezsens życia krótko i dosadnie w Makbecie:„Życie jest jedynie przelotnym cieniem; żałosnym aktorem, co przez godzinę puszy się i miota po scenie, po czym znika; opowieścią idioty, pełną wrzasku i wściekłości, a nie znaczącą nic.” Tak przyjacielu, pozostaje mi tylko cieszyć się, że już niedługo zejdę ze sceny. Było parę miłych chwil, ale one minęły i nigdy nie wrócą. Przypomnę tylko, mój przyjacielu, słowa piosenki Jima Morrisona: „This is the end, my beautiful friend, this is the end, my only friend, the end”.
