O książkach

Nigdy nie czytałem książek po to, by wypełnić swój umysł wiedzą – a nawet, jeśli nieraz zdarzało mi się to robić, szybko się nudziłem. Wypełnianie mózgu pojęciami służy tylko manipulowaniu rzeczywistością, sycąc najniższe, egoistyczne potrzeby. Dla mnie książka była znacząca tylko wtedy, gdy coś we mnie odsłaniała i zmieniała mnie. Aplikowałem sobie książki jak psychodeliki. Nic dziwnego, że za najbardziej cenne uważam te, które przy ponownych lekturach odsłaniały kolejne swe warstwy, coraz głębiej do mnie przemawiając. I te książki są najcenniejsze dla mnie – nie przyswajane samym tylko intelektem, lecz całym sobą. Tak było ze „Schizofrenią” Antoniego Kępińskiego. Miałem wtedy 18 lat i była to jedna z pierwszych lektur, która doprowadziła do przemiany mojego umysłu. W opisie schizofrenii najbardziej zaintrygował mnie etap nazywany „olśnieniem”, w którym dochodzi do przemiany percepcji i nagle odsłania się „postać tego świata”. Bo o to chodzi w lekturze, by zaznać olśnienia, wglądu i już nie być takim, jak niegdyś.

Dodaj komentarz