O prześladowaniach (niektórych) katolików

Zapewne każdy spotkał się z opinią, wedle której w Polsce są prześladowani katolicy. W tym tygodniu trudno mi w taką opinię uwierzyć, bo mam dziwne wrażenie, że to raczej niektórzy polscy katolicy czują się prześladowani przez papieża Franciszka. I o nich tylko chciałbym tu napisać. Można czuć się prześladowanym nie tylko wtedy, gdy wyrzuca się kogoś z pracy za poglądy religijne czy polityczne, lub też stosuje się fizyczną przemoc. Nie, do poczucia bycia prześladowanym wystarczy coś bardzo prostego – niezgoda na rzeczywistość, w której się żyje. Niezgoda ta ma wiele postaci, ale ja skupię się tylko na jednym przykładzie. Rozpatrzmy dziecko takiego katolika, spotykające się w szkole i otoczeniu z innymi ideami niż te, które są propagowane w domu. To już wystarczy do tego, by poczuł się on dyskryminowany, osaczony i prześladowany. „Przecież dziecku grozi deprawacja, gdy pozna co to gender, gej, multi-kulti, relatywizm, kosmopolityzm oraz – co najgorsze – uchodźcy i globalne ocieplenie!” zakrzyknie. Ten okrzyk to wyraz lęku przed współczesnym światem pełnym okropnych wydarzeń i idei, przed którymi trzeba uchronić dziecko. Bierze się on z podskórnego poczucia, że wychowanie dziecka może być nieskuteczne i najlepiej by było, gdyby nigdy nie wyszło ono spod ochronnego klosza rodziny. A jeśli już wyjdzie, to najlepiej na świat skonstruowany wedle ograniczonego światopoglądu takiego katolika. Niestety, jak głosi stara przypowieść, w ten sposób nie nauczy on swego dziecka pływać, a opodal płynie rzeka… Posiadanie przekonań religijnych nie jest polisą ubezpieczeniową, chroniącą przed złem tego świata. To tak nie działa, niestety.

Dodaj komentarz