O wojowniczej naturze demokracji

Często spotykam się z argumentem, że skoro obecny rząd i prezydent są owocem demokratycznych wyborów, to z głosem demokratycznie się wypowiadającej większości trzeba się zgadzać i go szanować, bo „Polacy dokonali wyboru”. Zatem nie trzeba organizować demonstracji, tylko co najwyżej spokojnie czekać na możliwość ponownych wyborów. To nie takie proste, gdyby demokracja polegała na potulnym słuchaniu większości byłaby tylko czczym konformizmem. Demokracja nie jest idealnym ustrojem, który na drodze wyłonienia głosu większości zapewnia iluzoryczne dobro równie iluzorycznej całości. Tylko naiwni tak myślą. Demokracja to raczej swego rodzaju stan moderowanej wojny domowej. Grupy ludzi i partie polityczne zawsze mają przeciwstawne opinie na wszelkie możliwe tematy. Ważniejsze jednak od opinii zawsze błądzących ludzkich umysłów jest to, co zapewnia moderację konfrontujących się postaw. Moderację umożliwiają czynniki nieosobowe, takie jak konstytucja, system podziału władz, prawa obywatelskie itd. To one tworzą „boże igrzysko”, na którym rozgrywają się namiętności rozmaitych grup. Obywatel ma więc nie tylko prawo, ale wręcz święty obowiązek, by wtedy, gdy nie zgadza się z polityką rządu wybranego większością głosów, uczestniczyć w protestach ulicznych i we wszelkich możliwych formach obywatelskiego nieposłuszeństwa zgodnie ze swoimi przekonaniami. Jest to koniecznością zwłaszcza wtedy, gdy jakiś rząd powołując się na większość pozyskaną w wyborach chce podporządkować sobie owe nieosobowe czynniki moderujące, niszcząc tym samym podłoże demokracji. Demokrata to wojownik, który nigdy nie idzie za głosem większości, lecz zawsze ją sprawdza. W permanentnej wojnie, jaką jest demokracja, trupem powinny padać co najwyżej opinie i mniemania rozmaitych grup, a nie struktury demokratyczne, czy też obywatele.

2 komentarze do “O wojowniczej naturze demokracji

  1. Radek's awatarRadek

    Ta myśl wydaje mi się bardzo głęboka. Uświadamia mi, a właściwie bardzo precyzyjnie ujmuje pewną moją intuicję: dlaczego, mimo ogromnego żalu do poprzednich rządów, obecne są dla mnie nie do przyjęcia. Dziękuję. 🙂

    Polubienie

    Odpowiedz
  2. Sylwia Skuba's awatarSylwia Skuba

    Nie do końca. Bo sięgając dalej „konstytucja”, „trójpodział” etc,. czyli ta symboliczna trzecia, rozjemcza strona też od konkretnych ludzi zależy i podlega ludzkiemu szaleństwu. De facto nie ma żadnej neutralnej trzeciej strony, bo zawsze funkcjonuje w czyimś gabinecie, w jakimś kontekście kulturowym i jest podatna na układ. Nie ma niepokalanego rozjemczego Ojca- oprócz naszych głów i pobożnych życzeń. Ojciec to po prostu czysta przemoc-bo siły trzeba by „boże igrzysko” nie wypadło z ringu i nie rozlało się na widownię. To co dzieje się teraz właśnie pokazuje jakim umownym, iluzorycznym, wrażliwym i nieefektywnym systemem jest (czy była już?) „demokracja”, zwłaszcza jeśli jest to obecnie bezproduktywny dialog tłuszczy (o takich czy innych preferencjach, nieważne) z gabinetami za którymi stoi – i symboliczna i konkretna- przemoc. Państwo, układ społeczny opiera się – tak czy inaczej- na przemocy. Łagodnej, ukrytej pod obrazem „rozjemczej strony” lub brutalnej, wprost. Rozczarowani iluzorycznością słów, preferujący dosłowność, będą popierać niezmiennie obecny rząd, który pokazuje wprost ukryte pod słówkami mechanizmy polityczne. Po drugiej stronie ci, którzy wolą miłe dla ucha pojęcia nakrywające wstydliwie brutalność władzy.

    Polubienie

    Odpowiedz

Dodaj komentarz