Dzisiaj chciałem tylko przytoczyć słowa jednego z moich znajomych, który moim zdaniem dobrze, a nawet bardzo dobrze oddaje lęki i zatroskanie współczesnych, świadomych rodziców: „To moje (młodsze) dzieci – właśnie kończą 6 i 10 lat … kiedy patrzę na nie – zastanawiam się, czy uda im się dożyć mojego wieku zanim się ugotują w kotle Planeta Ziemia. I czy przed śmiercią nie zrobią klimatycznej rzezi „wołyńskiej” swoim dziadom i rodzicom za los jaki pazerni przodkowie im (dosłownie) zgotowali … przemawia przeze mnie też moja bezsilna wściekłość na taki stan rzeczy”. Buntują się dzieci (Greta Thunberg stała się tego symbolem), buntują się rodzice, a świat toczy się dalej ze śmiertelną bezwładnością. Ilu ludzi musi się wściec, by coś się zmieniło?
O wściekłości
Dodaj komentarz
