O tym, co najważniejsze w związku II

Dzisiaj tylko swego rodzaju apendyks do wpisu sprzed tygodnia. Skomentowały go w większości kobiety i paru mężczyzn. Panie wyrażały zwykle entuzjazm co do propozycji nieustannego rozmawiania. Panowie natomiast sugerowali, że rozmowa to domena kobiet, a facet to ten, który siedzi i milczy, najlepiej w samotności, a to co napisałem to romantyczne mrzonki. Tytułem komentarza chciałem tylko dopowiedzieć, że nie chodziło o rozmowę pojętą jako klej związku, codzienne dogadywanie się, co być może niektóre Panie miały na myśli. O nie, rozmowa którą mam na myśli to coś poważniejszego, to całkiem innego rodzaju doświadczenie, to ciężka praca zajmująca całe miesiące, prowadząca do powstania związku albo do jego transformacji. Nic dziwnego, że unikają jej Panowie. Trudno mi oddać smak takiego doświadczenia, bo jak opisać smak rzadkiego owocu? Nie domagam się zatem zrozumienia od czytelników. Tym bardziej że moje krótkie wpisy przypominają raczej test Rorschacha niż dydaktyczne objaśnianie albo przestawianie jakieś koncepcji. Każdy widzi w nich to co chce, albo to czego nie chce. Bo czyż życie nie jest też takim testem?

Dodaj komentarz