Milan Kundera napisał kiedyś: „To, co przeraża nas najbardziej w śmierci, to nie utrata przyszłości, lecz utrata przeszłości. I rzeczywiście akt zapominania jest formą śmierci, zawsze obecną w życiu”. Każdy odbiera śmierć po swojemu. Kundera akurat tak, jak to opisał. Mnie utrata przeszłości nie przeraża. Wręcz przeciwnie, czasem chciałbym o niektórych rzeczach z przeszłości całkowicie zapomnieć. To by mi dało ulgę i nadzieję na przyszłość. Bo umieranie – w tym umieranie przeszłości – jest potrzebne, by narodziło się to, co nowe. Kundera ma oczywiście po części rację, gdy pomyślimy o starych ludziach często rozpaczających nad utratą pamięci o minionych latach. Czyż jednak nie czynią tego tylko dlatego, że pozostała im już tylko pamięć? Dziewięćdziesięciolatek z trudem może mieć nadzieję na przyszłość. I wtedy boi się zapominania. Cóż mogę rzec, umierajmy zatem wcześniej, nim pamięć całkiem pochłonie nasz umysł. Jak mawiał Nietzsche: „Umrzyj w porę”, gdy jeszcze przed tobą rozpościera się nieokreślony, otwarty horyzont przyszłości.
