Mam ciekawe wspomnienie z dzieciństwa, związane z pisuarami. Nieraz w czasie wyjazdów pociągami na wczasy szedłem z ojcem do ubikacji na stacji. Tam widziałem pisuary, z których cały czas ciekła woda. Wydawało mi się to dosyć dziwne. Nie wiedziałem, że są zepsute, myślałem, że tak ma być, że na tym polega ich właściwe funkcjonowanie. Wchodziłem przecież do miejsca, które zbudowali ludzie dorośli i które ma funkcjonować tak, jak oni sobie to obmyślili. Tak reagują dzieci na wszystko, co widzą swoimi małymi oczami – myślą, że tak ma być.
Tak patrzą dzieci na wszystko, co serwują im dorośli. Przyjmują to w dobrej wierze jako rzeczywistość życia, to czym ono jest. Dobrze, jeśli są to cieknące pisuary, jak w moim przypadku. Ale czasem są to rzeczy o wiele bardziej drastyczne, tak na przykład jak molestowanie seksualne. Pewna molestowana przez ojca w dzieciństwie kobieta napisała, że uważała, że każdy tatuś tak robi ze swoją córeczką. Przecież na tym polega miłość. Zdziwiła się bardzo, gdy koleżanki wyprowadziły ją z błędu.
Bo to nie jest tak, że tak naprawdę tylko kobiety i mężczyźni się nie rozumieją. Także dzieci i dorośli to dwa odmienne gatunki. Dorosły to osoba, która już dawno zabiła dziecko w sobie i w czymś małym, które spłodził albo które urodziła widzi tylko taką okrojoną, wybrakowaną wersję człowieka. To bowiem, co nazywa się wychowaniem to nic innego jak gwałt na osobowości dziecka. Albo nawet więcej – to mord na jego żywej tkance psychicznej. Nie kryjmy tego – celem dorosłych jest nic innego jak psychiczne uśmiercanie dzieci.
Dziecko rodzi się i otwiera oczy. Jest na świecie, którego nie wybrało i nie ma najmniejszych możliwości by go zmienić, bo nawet nie wie jak i nie wie co mogłoby zmienić. Traktuje wszystko, co go spotyka jako coś danego i oczywistego. Świat jest taki jaki mu się jawi, a ono nawet nie może go ocenić, może tylko go przyjąć, w całości. Jego rodzice są najczęściej ograniczonymi mentalnie kretynami, jak prawie całość populacji ludzkiej. Ta ograniczoność polega na absolutnej niemożliwości przyjęcia pierworaźnego punktu widzenia dziecka. Nic zatem dziwnego, że starają się zabić ową świeżość spojrzenia, całą nadzieję na nowe życie, tak cudownie uosobioną w ich dziecku.
