O nerwicy i sacrum

C.G. Jung napisał kiedyś nader enigmatyczne zdanie: „Nerwica to obrażony Bóg”. Jak to możemy zrozumieć? Popatrzmy na fenomenologię nerwicy. Nerwica manifestuje się jako wewnętrzny Głos, bezwzględny i okrutny. Potrafi powiedzieć straszne rzeczy, zmusić do dziwnych zachowań. Głos odcina osobę znerwicowaną od rzeczywistości, odcina od relacji z innymi ludźmi. Osoba neurotyczna traci całkowicie dystans do siebie i wyzbyta jest absolutnie poczucia humoru. Liczy się tylko On. Trudno nie porównywać tego Głosu do bezwzględnego głosu Jahwe, który lubował się w nakazach i zakazach, a jedyną argumentacją z jego strony była groźba kary. Głos też grozi, najczęściej najbardziej absurdalnymi karami. To jest sakralny wymiar nerwicy.
Według Freuda nerwica kompulsywna jest karykaturą religii. Jego podejście jest jednak redukcyjne. Jung natomiast w jednym z listów napisał, że głównym przedmiotem jego pracy nie jest leczenie nerwic, lecz raczej stosunek jego pacjenta do sacrum. Jest tak dlatego, że prawdziwą terapią jest tylko praca na poziomie sacrum, bo sama choroba jest manifestacją sacrum, obrażonego Boga. A Bóg to kompleks wyobrażeń, który niesie ze sobą najwyższą energię, dominującą nasz działanie i myślenie.
Obraz Boga jest symbolicznym wyrazem pewnego psychicznego stanu lub funkcji, która charakteryzuje się tym, że bezwarunkowo dominuje nad świadomą wolą podmiotu i dlatego może wymusić lub umożliwić czyny i osiągnięcia, których spełnienie byłoby niedostępne świadomemu wysiłkowi. Jest to bardzo dobrze widoczne w fenomenologii nerwic. Pozytywnym aspektem nerwicy jest doświadczenie tego, że Bóg istnieje. Czeka nas jednak praca jaką musimy podjąć, a która ma nas doprowadzić do nawiązania dobrych relacji z Bogiem, czyli nieświadomością. Wtedy Bóg nam pomaga, zamiast się na nas obrażać. O takiej pracy opowiada Księga Hioba i dzieło Junga Odpowiedź Hiobowi.
Jak bowiem mówi Jung, podejmujemy tą pracę w nadziei, że „z głębi duszy, z której pochodzi cała destrukcja, wyrośnie także ratunek”. Że pojawią się pomocne wyobrażenia, wrodzone duszy ludzkiej, zaktywizują się archetypy, obejmując przewodnictwo i dusza stanie się autonomiczna. Wtedy już nie będzie musiała słuchać Głosu, bo pojawią się na przykład znaczące sny, będące leczącym przekazem od Jaźni do świadomości. Dają one obiektywny obraz sytuacji psychicznej danego człowieka, wyzwalając go z izolujących i egocentrycznych sił nerwicy – bez których jednak nie doszło by do wyzwalającego poznania. Takie enancjodromijne odwrócenie jest trudne i rzadkie, ale możliwe.

2 komentarze do “O nerwicy i sacrum

  1. GregPast's awatarGregPast

    Wspomiany redukcjonizm – chyba jeden z największych wrogów duchowości i jednocześnie dobry przyjaciel (utrwalonej) nerwicy, jak sądzę. Jakże trudno w dzisiejszym świecie nie być jego wyznawcą! Nawet dla tych, którzy na co dzień temu świadomie zaprzeczają. Ech, trudne czasy nastały dla człowieka i jego człowieczeństwa.

    Polubienie

    Odpowiedz

Dodaj odpowiedź do GregPast Anuluj pisanie odpowiedzi