O niemożebności bycia sobą

Tydzień temu napisałem o tym, jak ważne jest stawanie się sobą. Nie napisałem jednak, jak to jest ekstremalnie trudne. Przywołując słowa Junga: „Najbardziej przerażającą rzeczą jest całkowita akceptacja siebie samego”. Tak, zaakceptowanie siebie takiego, jakim się jest jest praktycznie niemożliwe. A zatem także niemożliwe jest stanie się sobą. Przerażenie przed tym, kim jesteśmy wzbudza w nas tysięczne sposoby unikania bycia sobą. Cała kultura to zestaw sposobów na to, jak nie być sobą.
Muszę się w obliczu tej trudnej prawdy pogodzić się więc z myślą, że bycie sobą jest niemożliwością. Nie możemy być sobą, nie możemy zaakceptować tego, kim jesteśmy w całej pełni – i to jest nasza kondycja ludzka. Zawsze zostaniemy szczątkowi i połowiczni, zawsze coś z nas będzie poza nami. Być sobą jest bowiem całkiem niemożebne. A przerażenie bycia sobą to podstawowe uczucie, które towarzyszy każdemu człowiekowi od samych jego początków.
Tak więc, moi mili czytelnicy, nie przejmujcie się sobą. Jeśli kochacie siebie, to jest tylko przyjemna iluzja, konieczna dla przeżycia tych kilkudziesięciu lat na Ziemi. Wyjściowo, każdy nie znosi siebie i żyje tylko w kręgu przyjemnych złudzeń. Nigdy nie dochodzimy do końca. Nigdy nie możemy stać się sobą, nigdy nie osiągniemy pełni. I dopiero miłosierna śmierć powie nam, cytując Jima Morrisona: „This is the end, my beautfuil friend.”

4 komentarze do “O niemożebności bycia sobą

  1. GregPast's awatarGregPast

    To już teraz pełniej rozumiem, dlaczego z pewnym niesmakiem przyjąłem niedawno objerzaną reklamę znanej sieci drogeryjnej, która sugeruje kochać siebie…

    Może „po prostu” za tego życia nie osiągnie się pełni i mamy całą masę ich jeszcze przed sobą, zanim wyjdziemy z zaklętego kręgu sansary? Coraz bardziej przekonuję się do głębokiej sensowności tej koncepcji. Choć w pewnym sensie nie powinna być pocieszająca.

    Polubienie

    Odpowiedz
      1. GregPast's awatarGregPast

        Jasne. Wystarczy żeby dawało względną równowagę 🙂 Ja wyżej miałem na myśli, że koncepcja reinkarnacji mogłaby rodzić niebezpieczną pokusę niezwracania uwagi na własny rozwój duchowy w życiu obecnym, bo i tak będzie się miało szansę „odrobić zaległości” w życiu kolejnym. Ale wtedy zapomina się jednak o karmie… Pomyślałem też kiedyś, że to wartościowe koncepcje też z punktu widzenia obecnej złej kondycji świata. Bo jeśli zintegrowane, to dają możliwość lepszej pamięci o przeszłości, większej dbałości o (zagrożoną) przyszłość i większego współczucia dla słabszych (którym mogę się stać lub byłem). W pewnym sensie to egoistyczne spojrzenie, gdyż w jakiś sposób odnoszone do własnego ja, ale jednak myślę pożyteczne.

        Polubienie

  2. 137's awatar137

    Może po prostu musimy wiecznie dążyć do tego, żeby być w pełni sobą, ale nigdy nie osiągniemy tego w całości. Tu się nasuwa, że sama pogoń za celem ma swój sens.

    Życie to walka. Wciąż sobie powtarzam.

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie
    K137

    Polubienie

    Odpowiedz

Dodaj komentarz