O pieczarze osobistej

Platon w dialogu Państwo opisuje strukturę rzeczywistości posługując się metaforą jaskini. Na jej dnie siedzą ludzie, którzy obserwują cienie na ścianie. Te cienie to świat poznawany zmysłami. Są ponadto spętani kajdanami tak, że nie mogą obrócić głowy, by zobaczyć skąd biorą się te cienie. Nie mogą też oczywiście wyjść z jaskini. To ujęta bardzo zwięźle kondycja człowieka, niezdolnego do poznania prawdy. Dla Platona świat jest swego rodzaju Hadesem, w którym ludzie spędzają swoje życie. Owszem, istnieje obietnica, opowiedziana w dialogu, że ktoś może uwolnić się z kajdan, jeśli zazna obrócenia (periagoge), obrotu u najgłębszych podstaw świadomości.
Nie miejsce tu, by analizować całość metafory jaskini, zawierającej in nuce pełnię filozofii Platona. Chcę skupić się na jednej rzeczy. Stawiam sobie pytanie: czym są w tej metaforze kajdany, tak skutecznie krępujące ludzi? Są one przede wszystkim tym, co nie pozwala poznać prawdy. A więc wyjściowo to przywiązanie do tego, co możemy poznać zmysłami. Przywiązanie owo jest wszakże niczym innym jak przekonaniem, że przez świat dany zmysłowo nie prześwieca nic więcej. Dla niektórych wszelako przez piękno zmysłowego świata prześwieca transcendencja. Oni już widzą wyjście z jaskini. To dusze wrażliwe, artystyczne, czujące.
Ponadto jest mnóstwo innych przekonań i ograniczeń. Jedne są zbiorowe, jak postrzeganie zmysłowe, dostosowane do człowieka, nie do wszechświata, jak pisał nowożytny filozof Francis Bacon. Potem mamy kolejne przekonania: zwyczaje, język, moralność, światopoglądy, nauka. Inne jeszcze są te indywidualne, tworzące naszą pieczarę osobistą ( to termin Bacona). To nasza biografia, wykształcenie, wychowanie, słabości, nieporadność, podatność na autorytety. Jakby to powiedział współczesny psycholog – kompleksy i traumy. To one tworzą to, co nazywamy sobą, a co najczęściej jest niczym innym jak tylko dosyć żałosnym zestawem opinii i mniemań.
Praktycznie cała współczesna psychologia poświęca się badaniu pieczary osobistej. Ale z niej nie wyprowadza, za cel stawiając sobie wygodniejsze umoszczenie człowieka w więzi jego kajdan. Nie ma w niej żadnej wizji czegoś, co by przeświecało przez zmysłowy byt człowieka. Niektórzy wielcy psychologowie mówili o czymś takim. Dla mnie kimś takim był Jung. To jednak są wyjątki, dzisiaj wszyscy skupiają się na adaptacji do warunków życia. Nie zaprzeczam, to nader praktyczne i bardzo potrzebne, ale czy to wystarczy? Od lat powtarzam jedno: tylko jeśli przerośniemy nasze uwarunkowania i przekonania, jeśli obrócimy się i wyjdziemy z pieczary osobistej, tylko wtedy możemy zostać prawdziwie uzdrowieni.

1 komentarz do “O pieczarze osobistej

  1. GregPast's awatarGregPast

    Książka Ch. Tarta „Waking up” ładnie zachęca właśnie do przerośnięcia tych uwarunkowań. No i oczywiście cały Jung, choć dużo trudniejszy w odbiorze, dużo głębszy. Już tu kiedyś wspominałem, że potrzebna jest głęboka reforma edukacji od podstaw. Wtedy jest szansa, że nowe pokolenia wytworzą mniej tych uwarunkowań. Ja myślę, że obecna era AI jest okazją dla ludzkości na przedefiniowanie swojej roli w świecie. Bo widzimy przecież, a zobaczymy wkrótce jeszcze bardziej, że nasze po kartezjańsku rozwijane intelekty w pewnym sensie nas nie definiują jako wyróżnik na tle innego życia. I wówczas może nastąpić otwarcie człowieka na jego wnętrze, ale również i na zewnętrzny świat natury. Myślę, że to może być czas na integrację, jeśli choć trochę uda się zwrócić ludziom uwagę na te kwestie.

    Polubienie

    Odpowiedz

Dodaj komentarz