W wyborze partnera powinniśmy się kierować przede wszystkim tym, jakimi się stajemy, gdy z nim jesteśmy. Nie tym, że zaspakaja nasze neurotyczne potrzeby, że zwraca na nas uwagę, że nie mamy nikogo innego, że żywi nasze poczucie niższości itp., bo wtedy fundujemy sobie toksyczny związek, z którego latami będziemy się otrząsać i którego pozostałości będą bardzo negatywnie wpływać na nasze kolejne relacje. Czy czyni nas lepszą wersją siebie, czy wydobywa z kotła naszych osobowości te, które pozwalają nam być lepszymi – to powinno być decydujące. To takie proste, a tak trudne do zrealizowania, szczególnie dla młodych osób, wchodzących w życie, i wyposażonych niestety w negatywne wzorce pochodzące z rodziny. Ale jak już dobrze wybierzemy to warto trwać przy swojej decyzji, co oznacza nieustanne dążenie do tego, by być takim, jakim widzi nas partner.
Już po raz trzeci piszę o tym ( wcześniej tu https://innemysli.wordpress.com/2021/10/03/o-efekcie-pigmaliona/ i tu https://innemysli.wordpress.com/2021/09/12/o-dobieraniu-sie-w-pary/) jak być razem, bo to mój ulubiony sposób podchodzenia do rozważania różnych spraw – krążenie wokół nich, spoglądanie z różnych perspektyw, otaczanie ich uwagą tak jak kwoka otacza skrzydłami swoje kurczęta. To powoduje, że we mnie stopniowo wylęga się właściwa postawa wobec spraw, o których piszę. Ważne rzeczy winny być obejmowane taką dookolną troską, aż nie dotrą do rdzenia naszej osobowości. A wtedy przemienią naszą percepcję, a przemiana percepcji to podstawowa definicja filozofii.
