„Przeszłość jest jak wielka trąba powietrzna, która stale ciągnie człowieka do tyłu. Kiedy nie idziesz do przodu, cofasz się. Gdy tylko człowiek spojrzy wstecz ze smutkiem lub z pogardą, przeszłość znowu ma nas w garści. Przeszłość to niesamowita siła”. Słowa te wypowiedział Carl Gustav Jung. Trudno mu nie przyznać racji. Zawsze gdy wspominamy przeszłe chwile, a szczególnie te najbardziej przykre, stajemy się ich ofiarami. Nie istnieje wtedy teraźniejszość, nie ma przyszłości, jest tylko przeszły ból, niweczący wszystko, co by mogło się zdarzyć gdyby go nie było. Wspomnienia przeżytych lata temu bolesnych chwil chwytają nas za gardło i duszą niczym okrutny kat. Nie liczy się nic innego poza tym, co było. A tego co było, nic nie może przecież odmienić. Jedynym ratunkiem jest pójście naprzód, ale to jest ciężkie, niczym brnięcie po pas w śniegu. Bo przeszłość jest też niczym bagno, w którym każdy ruch wciąga nas coraz głębiej. Za każdym razem gdy oddajemy się niemiłym wspomnieniom pogrążamy się w bagnie przeszłości i toniemy w nim po szyję. Jedynym ratunkiem jest dotknięcie teraźniejszości i zatracenie się w niej bez końca. To otwiera nas na przyszłość. Jak to zrobić? Pomaga tu zrozumienie, że przeszłość to tylko myśl, kłamliwe wyobrażenie, które żywimy nie zwracając uwagi na żywą treść naszej teraźniejszości. Jest to najbardziej widoczne w przypadku, gdy bolą nas wspomnienia osób, które dopiero co poznaliśmy i pokochaliśmy. Ich przeszłość znamy bowiem tylko z historii, które one nam opowiadają o rzeczach, które działy się z nimi wtedy, gdy nawet nie wiedzieliśmy, że osoby, które teraz kochamy istnieją. I jest to najlepszą nauką dla nas, by także do własnej przeszłości odnosić się podobnie, by nie trzymać się tego kogoś, kimś się kiedyś było, a którym już się nie jest.
Archiwum kategorii: Bez kategorii
O losie
„Oto wymarła mi rodzina, zgnębiła mnie lichwa, zniszczał mi dom, przypadły mi w udziale szkody, rany, trudy i obawy: zwyczajne to zdarzenia. Mało tego: powinno było mi się to przytrafić. Przychodzi to bowiem z wyroku losu, a nie z zrządzenia przypadku. O wszystkim co wydaje się niesprzyjające i uciążliwe, nauczyłem się myśleć tak: nie okazuję posłuszeństwa bóstwu, lecz się z nim zgadzam; idę za nim z własnej ochoty, a nie dlatego, że jest to konieczne”. To Seneka w „Listach moralnych do Lucyliusza”. Mój ulubiony fragment. Gdy go pierwszy raz przeczytałem, dekady temu, nie wiedziałem, że w moim życiu zajdą takie same zdarzenia i to w dodatku w identycznej kolejności. Ale dziwnym trafem rzeczy ten tekst utkwił mi wtedy w pamięci. Niestety, zachowałem się w tym trudnym czasie mego życia niezbyt stoicko. Rzucałem się jak ryba na piasku, opierając się losowi. Dopiero teraz, po latach mogę to wszystko co mi się przydarzyło przyjąć i zaakceptować. Życie kołem się toczy, dobre i złe chwile następują po sobie, a mnie, cóż, pozostaje tylko obserwować bieg rzeczy. Jak pisał Platon, jesteśmy tylko zabawkami w rękach bogów. Pozostaje nam zatem z ochotą odgrywać swoją rolę w życiu, a potem odejść bez żalu.
O niewychodzeniu
„Zaczynając dzień, powiedz sobie: zetknę się z ludźmi natrętnymi, niewdzięcznymi, zuchwałymi, podstępnymi, złośliwymi, niespołecznymi. Wszystkie te wady powstały u nich z powodu braku rozeznania złego i dobrego”. Tak radę daje stoik i cesarz Marek Aureliusz w swoich „Rozmyślaniach”. Cóż, jak cesarzowi trudno mu było nie wychodzić do ludzi. My też wychodzimy do ludzi, a nawet owo wychodzenie dzieje się wtedy, gdy siedzimy w domu i korzystamy z mediów społecznościowych. Warto zatem pamiętać o radzie Marka Aureliusza, gdy tylko chcemy podjąć z kimś dyskusję, skomentować post. A przede wszystkim warto odnieść jego radę do samych siebie. Nie mamy rozeznania co dobre, a co złe. I innym się wydajemy wtedy natrętnymi, niewdzięcznymi, zuchwałymi, podstępnymi, złośliwymi, niespołecznymi. Jakże bowiem trudno jest przyznać się przed samym sobą, że się nic nie wie, że nie jest się pewnym tego co piszemy. Że to co piszemy to tylko ulotna opinia, warta tyle co nikły, trwający sekundę, podmuch wiatru w wiosenny wieczór.
O Hypatii
Dlaczego Hypatia nie mogła zgodzić się na chrzest? Gdyż jako filozofka zawsze kwestionowała wszystko, w co wierzyła. Taka postawa jest rdzeniem filozofii, co współcześnie potwierdza V. Jankélévitch: „Filozofowanie sprowadza się gruncie rzeczy do jednego: by traktować świat w taki sposób, jakby nic nie było oczywiste.” Umysł religijny, szukający spoczęcia na trwałej podstawie, nigdy nie pojmie tej prostej myśli. Jeden z jej uczniów się w niej zakochał. Wpierw leczyła go z miłości do niej za pomocą muzyki, w myśl najlepszych idei greckiej filozofii. Gdy to nie pomogło przeszła do rozwiązań czysto pragmatycznych. Zakochanemu w niej uczniowi Hypatia pokazała swą podpaskę, mówiąc: „Oto to co we mnie kochasz”. Każdy bowiem rodzaj kwestionowania tego, w co się wierzy jest dobry, o ile jest skuteczny.
O smaku życia
Życie ma według buddyzmu gorzko-słodki smak, w tej właśnie kolejności. Dlatego radością w życiu jest odkrycie jego słodkiego smaku. Jak w starohinduskiej opowieści, gdy spadający w przepaść człowiek chwyta się krzewu rosnącego na skale i zlizuje z jego liści kroplę miodu, zostawioną tam przez dzikie pszczoły. Śmierć jest dla nas wszystkich upadkiem w przepaść, ale tylko nieliczni umieją zakosztować przedtem słodkości życia. Mistrz zen Ikkyu pisze: „Nie cierpię go, wiem, że nie ma sensu, ale wyciskam sok ze słodkiej śliwki tego świata”. I na tym właśnie polega życie.
O racjonalizie
John Gray, profesor London School of Economics, w swej książce „Słomiane psy” definiuje ludzi jako zwierzęta żyjące w świecie iluzji. Iluzje te są produkowane przez ich nieustanną ucieczkę od własnej natury, ucieczkę tworzącą religię, politykę, sztukę, naukę. Są one tylko systemami podtrzymującymi w tłumie wiarę w abstrakcyjne idee, takie jak dobro, piękno, prawda. Powstaje pytanie: czy możemy się z tych iluzji otrząsnąć? Zawsze przypominało mi to kwestię – czy można się umyć w brudnej wodzie? Rozpatrzmy zatem za Gray’em przykład przykład prawdy jako iluzji: „Teoria Darwina mówi nam, że zainteresowanie prawdą nie jest potrzebne do przeżycia lub reprodukcji. Częściej okazuje się ono słabością. Ssaki naczelne oraz ptaki nierzadko uciekają się do oszustwa. Jak zauważa Heinrich, kruki udają, że chowają żywność, podczas gdy ukrywają ją gdzie indziej. Psycholodzy ewolucyjni pokazali, że oszustwo jest powszechnym zjawiskiem w zwierzęcej komunikacji. Wśród ludzi najlepszymi oszustami okazują się ci, którzy oszukują samych siebie. Jak mówi Wright, ‘oszukujemy się, aby lepiej oszukiwać innych.’ Jeśli kochanek przyrzekający wieczną wierność sam w to wierzy, to łatwiej mu uwierzymy; nie czyni to bynajmniej jego obietnicy bardziej prawdopodobną. W konkurencji o partnerów, dobrze rozwinięta zdolność oszukiwania samego siebie okazuje się korzystna.” Znaczy to, że zwierzęta są stworzeniami pragmatycznymi, ludzie natomiast jako „chore zwierzęta” cierpią na „racjonalizę”, dążąc ku abstrakcjom, by uciec od samych siebie. Ciągle spotykam osoby, które gorąco oponują przeciw proponowanej im tezie, że nie ma czegoś takiego jak prawda, że prawda to jedna za największych iluzji. Twierdzą one z przejęciem, że musi istnieć choćby jedna, najmniejsza, malutka, ale absolutna wszakże prawda. Mylą się jednak. Najlepsze przykłady „racjonalizy” znajdujemy, jak zauważa Gray, w najbardziej nasyconych emocjami rozmowach, na przykład gdy mężczyzna mówi: „Kocham cię”, a kobieta pyta – podciągając jego wypowiedź pod kategorię absolutnej, czyli bezczasowej prawdy: „Czy będziesz zawsze mnie kochał?” . I wtedy mężczyzna, ulegając tej samej iluzji, odpowiada : „Tak”. A przecież to oznacza tylko tych ileś tam lat do śmierci każdego z nich. I na tym polega jedyne szczęście dostępne ludziom.
O energonaukowcach
Podobno wiara i nauka nie idą w parze. Jednak jest coś co je łączy, a jest to energia, i dlatego można na spotkać w internecie przedstawicieli nader ciekawej „sekty” – to Wierzący Energonaukowcy. Oczywiście nie wierzą oni w boga, anioły, życie po śmierci, ani nawet w łaskę spływającą z góry na receptywne istoty ludzkie. Przedmiotem ich wiary jest rozwój aktualnie istniejących źródeł energii, zwłaszcza udoskonalonych reaktorów jądrowych i oczywiście owego św. Graala nauki – reaktorów czwartej generacji, które mają zapewnić praktycznie niewyczerpane moce energetyczne dla świata. Tym, co najbardziej intryguje psychologa religii w kontakcie z przedstawicielami owej „sekty” ich jest comte’owska niewzruszona wiara w postęp, ale postęp ograniczony do skondensowanych źródeł energii – bo odrzucają oni odnawialne źródła energii jako za mało skoncentrowane i przynoszące równie negatywne skutki uboczne.
O doradztwie filozoficznym
W tym semestrze będę prowadził zajęcia z podstaw doradztwa filozoficznego. Czym zajmuje się doradca filozoficzny? Wiedza filozoficzna jest niczym innym jak rozumieniem własnego życia. W chwilach kryzysu, zamętu, na kolejnych zakrętach życia chcemy porozmawiać z kimś, kto wspomoże nas swym rozumieniem, innym postrzeganiem świata, doświadczeniem. Potrzebujemy mądrej rozmowy, nie diagnozy. To jest właśnie rola doradcy filozoficznego. Tradycja każe nam w takich sytuacjach zwracać się do osób duchownych, nauka kieruje do psychologów. Ale tylko w rozmowie z doradcą filozoficznym mamy unikalną możliwość skorzystania z bogactwa mądrości Zachodu i Wschodu. Dzięki rozmowie możemy wyrobić w sobie filozoficzną postawę wobec życia i sprawić, by płynęło ono dalej bez przeszkód. Na czym polega postawa filozoficzna?
Większość trudności, które spotykamy w swoim życiu ma swe źródło w naszych ograniczeniach, blokadach tkwiących w umyśle. Żywimy jakieś przekonania, utrzymujemy opinie, mamy nie wiadomo skąd pochodzące mniemania. Podstawowym celem doradztwa filozoficznego jest doprowadzenie do uświadomienia sobie całego tego bagażu. Skutkuje to zmianą naszego postrzegania świata i lepszym w nim funkcjonowaniem. Nie warto wyważać otwartych drzwi – dlatego doradca filozoficzny umożliwia żywy kontakt z tradycjami mądrościowymi, które już przed wiekami proponowały rozwiązania problemów nurtujących nas dzisiaj. I nie chodzi tu tylko o tzw. kwestie podstawowe, jak sens życia, śmierć czy dylematy moralne. Doradztwo filozoficzne zajmuje się także trudnościami w związkach, w pracy, w kontaktach z dorastającymi dziećmi czy problemami drugiej połowy życia. Nawet najbardziej wydawałoby się przyziemne problemy naszego życie mają swe filozoficzne podłoże. Kłótnie z partnerem wypływają z odmiennych systemów wartości, problemy w pracy mają swe źródło w niepewności co do celów, do których dążymy, a niemożność zmiany wypływa z niepewności kim jesteśmy. Mam nadzieję, że choć trochę z tej postawy uda mi się przekazać moim studentom.
O miłości
Ludzie zrobią wszystko by uczynić znośną chwilę teraźniejszą. Zwykle czynią to uciekając od niej. Uciekają w uzależnienia chemiczne, w bełkotliwe konstrukty ideologii religijnych i politycznych, w skomplikowane struktury swoich indywidualnych neuroz czy też w przypominającą dzień świstaka rutynę codzienności. Często łączą te ucieczki, by tym solidniej uciec od tej chwili, jedynej, która by mogła nadać ich życiu konsystencję. Nie chcą dostąpić podstawowego przeżycia, które by uleczyło ich cierpienie. Przeżyciem tym jest bliski, intymny kontakt z drugim człowiekiem, który odbywa się tylko w owej nieznośnej dla nich chwili teraźniejszej, od której nieustannie uciekają. Tak, uciekają od jedynej rzeczy, która by mogła im pomóc. Ale jeśli ktoś się odważy na to, by teraźniejszą chwilę uczynić nie tylko znośną, ale i pełną, zyskuje wszystko. Zwykle nazywa się to miłością. A ponieważ o miłości nie wolno zbyt dużo pisać, to już kończę i idę kochać.
O etyce dla rodziców
Dlaczego posyłać dziecko na etykę? Zastanówmy się nad tym pytaniem.
W aktualnej sytuacji prawnej dziecko może chodzić na religię, na etykę, na religię oraz na etykę lub też zrezygnować z obu przedmiotów. To oczywiście czysta teoria, bowiem w sytuacji, gdy etyka jest obecna w 3% szkół rezygnacja z niej jest nie tyle łatwa, co oczywista. Ale gdy mamy taką możliwość, warto zapytać, jakie argumenty mogą przemawiać za tym by dziecko uczęszczało na zajęcia z etyki.
Gdybym miał przed sobą grupę rodziców, którzy mogą podjąć decyzję o uczęszczaniu ich dzieci na zajęcia z etyki, co bym im powiedział? Pierwszą i najważniejszą sprawą jest uświadomienie, że nie ma przeciwieństwa między religią a etyką. Podobnie jak nie ma religii bez nakazów etycznych, tak i nie ma etyki, która by nie mówiła o tym co dla każdego człowieka najważniejsze – o dobrym życiu. Gdyby świat był czarno-biały, to religia by uczyła o tym, co dobre, a etyka o tym, co złe. Świat jednak nie składa się z takich prostych przeciwieństw. W świecie żyją różni ludzie, a każdy z nich chce prowadzić jak najlepsze życie. Z jakiegoś jednak powodu nie zgadzają się co do sposobów realizacji owego dobrego życia. Czy to coś złego? Niekoniecznie. Św. Tomasz z Akwinu mawiał: Różnorodność cieszy. Na łące mamy mnóstwo różnych roślin, niesamowitą różnorodność barw i kształtów, która cieszy nasze oczy. Porównajmy spacer po rynku wybrukowanym jednolitymi betonowymi kostkami ze spacerem po łące. Drodzy rodzice – różnorodność nie jest chaosem i względnością, jest tym, co daje nam życie. W naszym ciele są miliony komórek i dzięki temu, że różnią się one od siebie, w ogóle możemy żyć. Nasze ciało to organizm, czyli zorganizowana całość, w ramach której każda komórka pozostaje sobą i współpracuje z innymi. I takiej współpracy nasze dzieci powinny się uczyć na wszystkich lekcjach w szkole. Etyka uczy współpracy z każdym człowiekiem, niezależnie od jego religii czy światopoglądu.
Drugą sprawą, na jaką bym zwrócił uwagę jest to, że religia i etyka różnią się w sposobach uzasadnienia postępowania moralnego – w pierwszym przypadku powołujemy się na przykazania religijne, w drugim odwołujemy się do uzasadnień racjonalnych. Jednak co do nauczanych treści religia i etyka nieraz się nie różnią. Podobnie jak przykazania różnych religii, które toczyły ze sobą spory w historii, są często do siebie podobne, tak i etyka nie zawsze odbiega od tego, czego nauczają religie. Przykazania religijne odwołują się do boskiego autorytetu, co wydaje się zapewniać skuteczność ich wypełniania. Dobrze jednak wiemy, drodzy rodzice, że tak nie jest. Religia jest najstarszym towarzyszem ludzkości i nic nie zapowiada, by to się zmieniło. Dlaczego? Gdyż nieustannie, dla każdego nowego pokolenia religia musi powtarzać swe nakazy. Człowiek to skomplikowana istota i zwykłe stwierdzenie: „Musisz tak postępować” niestety na niego nie działa. Każdy wychowawca wie dobrze, że najskuteczniejszy jest przykład, nie nakaz. Wie też, że młody człowiek, odkrywający swoją niezależność i wolność buntuje się przeciwko wszelkim nakazom. Chce polegać na sobie, chce dążyć do szczęścia – i chce w tym dążeniu mądrych, praktycznych wskazówek od ludzi, którzy już taką ścieżką podążali. Dlatego warto by usłyszał o takich ludziach – czy to na lekcji religii czy etyki. Katecheta albo etyk nie muszą być wzorcem cnót – choć byłoby to nader pożądane – lecz warto, by uczyli o ludzkich ścieżkach do prowadzenia dobrego życia. A te, jak już wspomniałem, są różne, tak jak różni są ludzie.
Po trzecie, drodzy rodzice, nie ma nic ważniejszego ponad dobro naszych dzieci. Gdy my już umrzemy, to one zrodzą kolejne pokolenia i zapewnią przetrwanie ludzkości. Pewien etyk, zastanawiający się nad współczesną cywilizacją stwierdził, iż najważniejsze jest to byśmy pozostawili ten świat w takim stanie, który by umożliwił życie w nim kolejnym pokoleniom. To bardzo dobra rada – ostatecznie nasi rodzice i ich rodzice starali się tak czynić. Dzięki nim my możemy żyć w tym świecie i realizować swoje marzenia. Oczywiście, każdy z nas rodziców jest przekonany, że wie najlepiej co jest dobre dla jego dziecka. Nie chcemy by ktoś nam wmawiał, co jest dobre dla naszego dziecka. Jednak wiemy też – jako dzieci swoich rodziców – że często przeciwstawialiśmy się się temu, co rodzice dla nas zamyślili jako najlepszą opcję naszego życia. Sami wybieraliśmy cele do których dążymy, nie zawsze dysponując odpowiednią wiedzą. Dlatego warto dać szansę i umożliwić naszym dzieciom nauczenie się samodzielnego myślenia i podejmowania racjonalnych decyzji. Wyposażone w taką umiejętność będą lepiej radziły sobie w naszym szalonym świecie. To na etyce mogą poznać nie tylko zasady rządzące naszym życiem moralnym, mogą także nauczyć się rozwiązywać kwestie, których pokolenia ich rodziców i dziadków często nie znały. Wtedy ich poleganie na sobie nie będzie tylko buntem przeciw światu, w jaki wrzucili ich rodzice, ale zyska podstawę w w postaci odwołania się do rozumu. Skoro uważamy, że młodego człowieka możemy, dajmy na to, powołać do wojska i pozwolić mu zabijać, to pozwólmy mu także nauczyć się myśleć.
W zakończeniu podkreśliłbym jeszcze raz to, co najważniejsze – nasze dzieci uczą się dla siebie, dla przyszłości. Mają poznawać tradycję i historię, ale równie ważne jest to, by umiały w swym dorosłym życiu podejmować decyzje i krytycznie myśleć. Świat dziś zmienia się tak szybko, że jeśli chcemy dobrej przyszłości dla swych dzieci musimy im dać coś, co im naprawdę pomoże. Jest to umiejętność samodzielnego kształtowania swego życia w złożonym i dynamicznym świecie.
