O ciszy Nowego Roku

Zwykle w pierwszym dniu Nowego Roku słucham w południe koncertu filharmoników wiedeńskich. Nie ukrywam przy tym, że czekam zawsze na kończący koncert marsz Radetzky’ego, który wnosi dużo witalnej energii do mojej duszy. Mam jeszcze jedno muzyczne przyzwyczajenie noworoczne. Gdy wstaję wcześnie, co mi się ostatnimi laty często zdarza, słucham „New Year’s Day” zespołu U2. Utwór rozpoczyna się od słów: „All is quiet on New Year’s Day”. Tak, patrzę zwykle wtedy przez okno, sycę się ciszą i spokojem. Rozpoczął się Nowy Rok, a tu, o poranku, jest tak spokojnie. Niczym cisza przed burzą, jaką będzie ten nowy rok, ale której ta wczesnoporanna godzina jeszcze nie zapowiada.
Pod koniec piosenki słyszymy:„Nothing changes on New Year’s Day”. Tak, ten dzień jest wyjątkowy, mimo iż jest tylko konwencją. Zarazem jest nowy i jednocześnie nic się w nim nie zmienia. Jest tylko okazją, by pomyśleć o czymś nowym, co jednak nie musi nastąpić już teraz. Nie, mamy cały rok na to, by w naszym życiu pojawiło się coś nowego. Czasem przyniesie to los, czasem my sami będziemy starali się nieudolnie naśladować jego dzieła, pragnąc, niczym niecierpliwe dzieci, przyśpieszyć bieg zdarzeń, które i tak nastąpią same z siebie, bez żadnych wysiłków z naszej strony.
Tak czy inaczej, są momenty w życiu człowieka, czy społeczności, które charakteryzują się odmienną jakością. Takim momentem jest dzień Nowego Roku. Jak mawiali kabaliści, czas jest formą odlewniczą rzeczywistości. A to znaczy, że nie jest tylko ulotnym przepływem chwil, bo są chwile, które się liczą i tworzą to, kim jesteśmy. Mogą one być rytualne, jak Nowy Rok, mogą też być indywidualne, jak pierwsze rzeczy, które zrobiliśmy w swoim życiu. O nich właśnie myślę on New Year’s Day.

Dodaj komentarz