Według Platona są dwa rodzaje ludzi, którzy nie poszukują mądrości. Pierwszy to mędrcy, którzy mądrość posiadają. Drugi to głupcy, którzy za zadowalający uznają swój brak rozumu. Jest też trzeci rodzaj ludzi, zwanych filozofami, a są to ci, którzy mądrości nie mają, ale są tego świadomi i mądrości poszukują. Wiedzą bowiem, że tylko mądrość pozwala wieść życie szczęśliwe.
Jak jednak rozpoznać mądrość? Jeśli bowiem czegoś poszukujemy warto wiedzieć, choćby w przybliżeniu, za czym się rozglądamy. To trudne zadanie, bo filozof mądrości nie posiada, ale stawia rozmaite hipotezy, czym mądrość mogłaby być. Jedna z tych hipotez mówi, że mądrość to precyzyjne postrzeganie rzeczywistości, wolne od złudzeń.
Nie jest zatem mądrością coś, co umysł nabywa i gromadzi, nie jest wiedzą. Jest raczej pewnym oczyszczeniem, nieobecnością przekonań i mniemań. Umysł mądry to umysł pusty. A być może nawet więcej: mądrość to nieobecność umysłu. Gdy umysł nie istnieje, rzeczywistość jawi się jako taka, bez zniekształceń.
Albowiem zwykły umysł to nic innego jak kłębek skojarzeń, nędzne narzędzie nie służące poznaniu rzeczywistości. Najlepiej świadczą o tym dysfunkcje umysłu, takie jak nerwica obsesyjno-kompulsywna, a jeszcze bardziej schizofrenia. W tych stanach umysł zajęty jest tylko sobą, zajmują go tylko ksobne skojarzenia. Mądrość to wolność od skojarzeń.
Archiwa miesięczne: Kwiecień 2026
Padmasambhawa
Mamy VIII wiek n.e. . Na świecie pojawia się wielki nauczyciel buddyzmu, Padmasambhawa. Jego imię znaczy „zrodzony z lotosu”, a więc mamy tu do czynienia ze swego rodzaju „dziewiczymi” narodzinami, przewyższającymi bez wątpienia roszczenia chrześcijan, gdyż do zrodzenia Jezusa była potrzebna dziewica. Jako tak źródłowo wygenerowana istota Padmasambhawa jest uznany za tego, który zapoczątkował buddyzm tantryczny w Tybecie. Dla Tybetańczyków jest „drugim buddą”, i jako Guru Rinpocze, czyli drogocenny guru, uosabia istotę buddyzmu wadżrajany – zasadę guru. Zasłynął ze swoich niezwykłych umiejętności, z których najskromniejsza to umiejętność podporządkowywania sobie wrogich duchów, personifikujących nieokiełznane emocjonalne życie Tybetańczyków. Warto tu zaznaczyć, że zapoczątkowany przez Padmasmbhawę buddyzm przekształcił z większości krewkich górali w pobożny lud.
Padmasambhawie tradycja przypisuje autorstwo słynnej „Tybetańskiej Księgi Umarłych”. Oryginalny tytuł to Bar-do Thos-grol czen-mo, co można przełożyć jako: „Wielkie Wyzwolenie z Bar-do przez Słuchanie”. Księga zawiera nauki, jakich udzielano osobom zmarłym, jak również umierającym, by ułatwić im przejście przez bar-do, obszar pomiędzy wcieleniami. We współczesnej interpretacji każda sytuacja graniczna jest takim obszarem bar-do, też choroba. Choroba jest bowiem niczym innym jak małą śmiercią, a każda śmierć ma walor inicjacyjny.
I tak, macie rację. Złożony chorobą podczytuję sobie takie dzieło. Bo „Tybetańska Księga Umarłych” uczy nie tylko jak umierać, ale też jak żyć, szczególnie w trudnych okresach naszego życia. Tak w ogóle to zawsze miałem predylekcję do czytania dziwnych tekstów w trudnych sytuacjach. Podam tylko jeden przykład. Mając 22 lata wylądowałem na parę dni w szpitalu, powodem była konieczność przeprowadzenia małego zabiegu chirurgicznego. Leżałem na sali w grupie starszych mężczyzn, jęczących, nie mogących spać w nocy, gdyż zżerał ich lęk przed bolesnymi zabiegami. By podnieść się na duchu, czytałem „Schizofrenię” Kępińskiego.
O pożytkach z choroby
Laozi powiada: „Nie wychodząc za drzwi domu, można poznać świat; nie wyglądając przez okno, można poznać tao nieba”. Czym jest ta niesamowita zdolność, pozwalająca poznać wszystko z zacisza własnej izdebki? Co takiego w niej jest? Na te pytania odpowiada św. Augustyn:”Noli foras ire, in te ipsum redi. In interiore homine habitat veritas. Nie wychodź na zewnątrz, wróć do siebie samego, we wnętrzu człowieka mieszka prawda”.
To niemała rzecz: poznać prawdę. I nie muszę w tym celu odbywać podróży, rozmawiać z ludźmi prowadzić badania. Coś w sam raz dla introwertyka jak ja. A w dwójnasób dla chorego introwertyka. Pochorowało mi się, dosyć poważnie, i dłuższy czas spędzałem w czterech ścianach mojej izdebki. Ciało cierpiało, ale umysł był czujny, obserwował to, co się działo w moim wnętrzu, poszukiwał prawdy.
By takie obserwacje mogły zaistnieć, konieczne są odpowiednie warunki. Choroba je zapewnia, bo gwarantuje prawie całkowite zaprzestanie działalności w świecie zewnętrznym. Wtedy, z uwagą przykutą do ciała, można zejść głębiej w siebie. Nic i nikt nie rozprasza. Cisza, ta przyjaciółka podróżników wewnętrznych, prowadzi od jednego miejsca do drugiego. I wtedy mam wszystko czego potrzebuję, znam cały świat i jego tao.
O przemianie
Czasem krążę na tym blogu wokół pewnych tematów od lat. Takim tematem jest poznanie samego siebie. Nie jestem sam w tym krążeniu, wielu zajmował już stanowisko, pisząc, mówiąc, nauczając. Tak, że ja dziś tylko krótko zwrócę uwagę na pewien paradoks łączący się z poznaniem siebie. Słyszymy nieraz; „Dążę do poznania siebie”, a niektórzy mogą nawet twierdzić: „Poznałem siebie”. Czy to tylko puste deklaracje, czy też się coś za nimi kryje? Można to do pewnego stopnia sprawdzić.
Otóż, należy w tym przypadku zastosować regułę: Nikt, poznawszy siebie, nie pozostaje tym, kim był poprzednio. To ten paradoks i kryterium prawdziwości przemiany. Zatem poznanie siebie to radykalna przemiana, przejście od tego „siebie”, którego znam, do czegoś innego. Dotąd nie wiedziałem kim jestem, a teraz poznałem siebie. Czy zatem mamy w sobie dwa ja? W pewnym sensie tak, bo możemy powiedzieć: „Prawdziwy ja to nie ja”.
Przeróżnie ową przemianę opisywano. Podam tylko przykłady. Jung mówił o odejściu od identyfikacji z personą i zintegrowaniu cienia. Efektem jest pełniejsza osobowość, co odczuwa nie tylko sam podmiot przemiany, ale i inni ludzie. Chrześcijaństwo mówi o starym i nowym człowieku. Najbardziej radykalni są buddyści, dla których przemiana to porzucenie lgnięcia do iluzorycznego ja i odkrycie pustki własnej natury.
Wszystkie opisy przemiany złożyłby się na opasłą historię religii, filozofii i psychologii. Dzieje tej przemiany to bowiem nic innego jak dzieje ludzkiego ducha. Życie ducha polega na nieustannym stawaniu się, przemianie. Wychodzi on od stanu pierwotnej niewinności, nieświadomości i dąży do przemiany, do stania się kimś innym. Poznaje siebie i już nie pozostaje tym, kim był.
