Archiwa miesięczne: Maj 2026

O dojrzewaniu

Powiedzenie o kimś lub czymś, że jest dojrzały ma zwykle pozytywne konotacje. Dojrzały człowiek albo dojrzały owoc. To brzmi dobrze. Bo niedojrzały to znaczy niepełny, niegotowy. Dojrzały to ten, który osiągnął pewną granicę. Owoc na drzewie jest dojrzały, znaczy to, że może już odpaść z drzewa. Osiągnął swoją pełnię.
Ktoś może jednak zauważyć z niepokojem, że dojrzały to ten, który nie może się dalej rozwijać. Jego los się zakończył, jest tym, czym jest. Oto osiągnął to, czego pragnął. Już nie może wzrastać. Dojrzały znaczy gotów skończyć się i umrzeć. To ciemna strona dojrzewania.
Poeta kiedyś napisał: „Każde pytanie jest wrogiem mimowolnym swojej odpowiedzi”. Podobnie dojrzewanie jest wrogiem mimowolnym dla dojrzewającego. Oto bowiem mogę stać się sobą, dojrzeć. I już nic więcej. Ale może jednak droga jest ważniejsza od jej celu?

O tao

Mając w pamięci pierwsze słowa Tao-te-king, mówiące, że tao, które można wyrazić słowami nie jest prawdziwym tao, spróbuję jednak coś napisać. Pisanie o tao jest bowiem wzorcowym przypadkiem odejścia od tao, bo dla taoistów język był konwencją. I tu pojawia się pytanie, które wiele razy mi zadawano: Czy można odejść od tao, skoro jest ono wszystkim i wszystko przenika?
Istnieje wiele opowieści, które zdają się sugerować, że od tao można odejść, można od niego odpaść. Oto jedna z nich, ulubiona opowieść Junga: „Była wielka susza, przez wiele miesięcy nie spadła ani kropla deszczu i sytuacja stała się katastrofalna. Katolicy urządzali procesje, protestanci odmawiali modlitwy, a Chińczycy palili kadzidła i strzelali z pistoletów, aby odstraszyć demony suszy, ale bez rezultatu.
W końcu Chińczycy powiedzieli: ‚Sprowadzimy twórcę deszczu’. I z innej prowincji pojawił się wysuszony starzec. Jedyne, o co poprosił, to cichy mały domek, w którym zamknął się na trzy dni. Czwartego dnia zebrały się chmury i spadł deszcz, a nawet śnieg. Richard Wilhelm poszedł zapytać starca, jak to zrobił.
W prawdziwie europejskim stylu powiedział: ‚Nazywają cię twórcą deszczu; powiesz mi, jak sprawiłeś, że spadł śnieg?’
A twórca deszczu powiedział: ‚Nie sprawiłem, że spadł śnieg; nie jestem za to odpowiedzialny’.
‚Ale co robiłeś przez te trzy dni?’
‚Och, mogę to wyjaśnić. Pochodzę z innego kraju, gdzie wszystko jest w porządku. Tutaj nie jest tak, jak powinno być zgodnie z rozporządzeniem niebios. Dlatego cały kraj nie jest w Tao, a ja również nie jestem w naturalnym porządku rzeczy, ponieważ jestem w kraju, w którym panuje nieporządek. Więc musiałem czekać trzy dni, aż wrócę do Tao, a potem naturalnie spadł deszcz’.”
Czy zatem można odpaść od tao? Być z nim w niezgodzie? Opowieść sugeruje, że tak. Ale można odpaść tylko od nazwanego tao, które jest „rodzicielką dziesięciu tysięcy rzeczy”. Jest jeszcze tao nienazwane, od którego nic nie może odpaść. Ale nawet owo nienazwane nie jest abstrakcyjnym absolutem, niezmiennym i wiecznym. Jest czymś konkretnym, czymś, co staje się dzięki człowiekowi praktykującemu wu wei, czyli niedziałanie, tak jak to zrobił jak starzec w przytoczonej opowieści.