Archiwum kategorii: Bez kategorii

O dzisiejszej nienawiści

Jeśli nie jesteśmy pewni swoich wartości, jeśli nie wierzymy w nie autentycznie i nie kierują one naszym życiem, wtedy mamy tendencję by nienawidzić osób, które głoszą wartości odmienne. Ta psychologiczna zasada dobrze oddaje współczesną sytuację w Polsce i tłumaczy skąd tyle dziś w naszym życiu społecznym nienawiści, pogardy i niechęci. Ktoś głosi rozpaczliwie wolność ekonomiczną jako naczelną wartość – bo on sam jest zniewolony przez konsumpcję. Ktoś inny głosi wiarę w Boga jako podstawę uzdrowienia społeczeństwa – gdyż sam już dawno zapomniał, jak to jest wierzyć. Inny jeszcze z narodu czyni bóstwo swej ideologii – gdyż jest wylęknionym, osamotnionym człowiekiem, poszukującym odrobiny poczucia bezpieczeństwa w pseudoplemiennych rytuałach. Nie walczą oni jednak o te wartości, zamiast tego atakują socjalistów, ateistów, kosmopolitów. Atak na osoby wyznające inne wartości daje im głębokie poczucie prawości. Zarazem atakowanie innych dobrze kamufluje głęboko tlącą się w nich ostateczną przyczynę ich postępowania, którą jest lęk spowodowany tym, że nie prowadzą życia wedle zasad, które sami głoszą.

O pewnej recenzentce

Z człowiekiem mamy jeden podstawowy kłopot – dysponujemy tylko jego własną narracją na swój temat. Żadne inne stworzenie, dorównujące mu poziomem samoświadomości, nie może go zrecenzować. Cała ludzka kultura jest niczym innym niestety, jak tylko autorecenzją człowieka, jest jego autobiograficzną narracją, pełną samooszukiwania się. Wszystko, co jest dane temu gatunkowi jako tzw. dorobek kultury jest jego własnym wytworem. Sprawia to, że człowiek gubi się we własnych opowieściach, kurczowo trzyma się tego, co sam o sobie wymyślił. A w dodatku funkcjonowanie jego umysłu każe mu wierzyć w obiektywność owych tworów, bogów i świata. Zbyt łatwo wpada w kanały wytworzone przez siebie, gdyż nie ma żadnego zewnętrznego punktu odniesienia. Poza jednym. To śmierć, najbardziej obiektywna ze wszystkich recenzentek.

O politykach i ich owcach

Dzisiaj dzień zombie. Żywe trupy otrzymają ożywcze głosy. Dzięki owczym zapędom ponad połowy wyborców ponownie setki zombie zasiądzie w sejmie. Będą oni posłuszni swym szefom, którzy pretendują do miana polityków. Narzekamy często na język, jakim posługują się politycy, na to, jak za pomocą słów naginają rzeczywistość, jakby była bambusowym kijkiem. Zapominamy jednak, że dzisiaj polityków nie wybieramy, by rządzili, wybieramy ich tylko po to, by swoimi słowami hipnotyzowali masy. Podobnie jak rodzice przez długie lata wychowywania swoich dzieci mają sposobność, by nieustannym potokiem słów sformatować ich umysły, podobnie politycy swoimi słowami podtrzymują ulubiony trans swoich wyborców. Owce uwielbiają pozostawać w transie. Nic lepiej hipnotyzuje umysłów owcowyborców, jak wypowiedzi polityków, które nie tyle zaklinają rzeczywistość, ile ją całkowicie deformują. Ci, którzy dzisiaj zyskają władzę w Polsce mają swój niezaprzeczalny dorobek w tej dziedzinie, którego jednak nie mam zamiaru tu przypominać. Wspomnę jedynie, że polscy politycy mają wielkich i znamienitszych od siebie poprzedników w werbalnym glajchszaltowaniu umysłów. Oto dwa przykłady takowej czarownej nowomowy. Cesarz Hirohito w sierpniu 1945 roku, po Hiroszimie i Nagasaki, powiedział: „Sytuacja wojenna rozwinęła się niekoniecznie na korzyść Japonii”. Natomiast Winston Churchill po tym, jak mocarstwa uzyskały broń termojądrową wypowiedział równie intrygujące słowa: „Może się to wydawać zaskakujące, ale powszechność potencjalnego zniszczenia, moim zdaniem, powinna w nas budzić nadzieję, a nawet ufność”. Słuchanie takich słów jest równie radosne jak konsumowanie odpadków. Dbajmy zatem o swój smak. Jedzmy marchewkę.

O Facebooku i anozognozji intelektualnej

Facebook to kraina ludzi, którzy swoimi wpisami chcą udowodnić, że wiedzą wszystko, zwłaszcza w tych dziedzinach, na których się nie znają. Ktokolwiek prowadzi fanpage’a wie, jak wiele wpisów pojawia się tam na zasadzie „nie znam się, to się wypowiem”. Jest to efekt czegoś, co nazwałem Wnioskowaniem Ignorancyjnym Entymematycznym Masowym (WIEM), opartym jedynie na osądzaniu i myśleniu nie skalanym oparciem na jakichkolwiek argumentach. Tak naprawdę, to ze świecą szukać na Facebooku argumentów wartych tej nazwy, bo jednym powszechnie używanym jest Facebookowy Argument Konkluzywny (FAK), który brzmi: „Bo JA tak uważam”. Sprawia to, że porozumienie rozmówców – o ile go w ogóle szukają – jest po prostu niemożliwe. Rzecz tak się ma zapewne z wielu różnych powodów, a jednym z nich jest to, co nazywam anozognozją intelektualną. Anozognozja to zaburzenie neurologiczne, polegające na niezdolności zdania sobie sprawy z własnej choroby. Schorzenie to występuje najczęściej przy lewostronnym paraliżu ciała, czyli jego podłoże neurologiczne związane jest z uszkodzeniem prawej części kory mózgowej. Pacjent zaprzecza wtedy np. paraliżowi swej lewej ręki, uważając iż funkcjonuje ona normalnie, wbrew jej oczywistej bezwładności (spektakularnym rodzajem anozognozji jest zespół Antona polegający na nieuświadamianiu sobie i zaprzeczaniu swojej ślepocie). Na Facebooku odmiana mentalna tego zaburzenia, czyli anozognozja intelektualna, objawia się szczególnie ostro, gdyż wymieniając w trakcie dyskusji szeregi literek z nieznanym często rozmówcą angażujemy tylko lewą półkulę naszego mózgu, zafiksowaną na używaniu pojęć i budowaniu spójnej narracji skupionej na sobie. Prawa półkula, której zadaniem jest empatia i umiejętność wczuwania się w drugą osobę nie ma tu żadnej pożywki i pozostaje praktycznie nieużywana. Efektem jest daleko idące niezrozumienie dyskutantów i kłótnie. Facebook nazywany jest medium społecznościowym, ale jest to nazwa myląca, gdyż adekwatniejszą byłaby nazwa: medium lewopółkulowe.

O Bogu

Podobno Craig Venter, jeden z pierwszych naukowców, którzy zsekwencjonowali ludzki genom, na zarzuty, że on i jemu podobni bawią się Boga miał odpowiedzieć: „My się nie bawimy”. Nie żartował, w 2010 ogłosił, że jego firma stworzyła komórkę, żywy organizm posiadający sztucznie zbudowany materiał genetyczny, który wprowadził do „opakowania” z komórki, którą wcześniej opróżniono z jej własnego DNA. Słowa i działania Ventera dobrze ujawniają ludzkie intencje. Ludzie nie bawią się w Boga, ludzie pragną Nim być. Od czasu, gdy Go stworzyli stanowi On ideę przewodnią każdego ludzkiego życia. Każdy dąży do Boga, chociaż sposoby owego dążenia wydają się różnić od siebie diametralnie. Jeden oddaje się mistyce i doświadcza unii z Bogiem samotnie w klasztorze, drugi wzoruje swe działania na boskich aktach stwarzania i oddaje się kreowaniu rzeczywistości wykorzystując osiągnięcia nauki i techniki. Jednak tak naprawdę nie ma tu żadnej różnicy. Umysł ludzki, ukształtowany przez ideę Boga stara się funkcjonować „na obraz i podobieństwo” pożądanego absolutu, chce być Bogiem.

O okrucieństwie konsumowania

Przemysłowa hodowla zwierząt jest bez wątpienia jednym z najbardziej okrutnych aspektów współczesnej cywilizacji przemysłowej. Spotykają się w niej dwa mechanizmy gospodarcze, obydwa o bardzo brzydkich nazwach – utowarowienie zwierząt i urynkowienie hodowli. Globalna gospodarka kapitalistyczna sprowadza wszystko do przedmiotu handlu. Nie tylko surowce, nie tylko zwierzęta, ale także ludzie są przedmiotem handlu, są tylko towarem. Skoro mamy do czynienia z towarem, to konsekwentnie stosujemy do niego zasady rynku. W efekcie zwierzęta i ludzie stają się „masą towarową”, „produktem”, nikną między nimi wszelkie różnice. Tu warto przypomnieć słynne zdanie Martina Heideggera: „Rolnictwo jest obecnie zmotoryzowanym przemysłem żywieniowym, a więc w istocie tym samym co fabrykacja zwłok w komorach gazowych i obozach zagłady, tym samym co blokada i skazywanie na śmierć głodową całych krajów, tym samym co fabrykacja bomb wodorowych”. Niektórzy krytycy uważają te słowa za rozwadnianie zbrodni nazistowskich, ale Izaak Bashevis Singer w opowiadaniu „Listy do Pisarza” napisał: „Dla zwierząt wszyscy ludzie to naziści, a ich życie to wieczna Treblinka”. Tak, niektórzy uważają, że stworzyliśmy cywilizację, coś godnego zachwytu. Ja jednak uważam, że stworzyliśmy po prostu Konzentrationslager Earth – dla zwierząt i dla ludzi. Wedle zwolenników biocentryzmu wszelkie życie ma jednakową wartość. Cywilizacja współczesna zdaje się być praktyczną realizacją patologicznej odmiany tego poglądu, gdyż głosi, że żadne życie nie ma wartości innej poza konsumpcyjną. Nie jest ważne czy konsumujesz, czy jesteś konsumowany – liczy się tylko konsumpcja.

O pożytkach z depresji

Czyż może być coś, cokolwiek, choćby najmniejszego, acz jednak pożytecznego w depresji? Przecież to straszliwa dolegliwość psychiczna, która drąży i przenika naszą cywilizację, przypadłość, która jest przyczyną śmierci, samobójstw i cierpień milionów ludzi. Jak przewidują psychologowie niedługo stanie się głównym zagrożeniem psychicznym cywilizacji Zachodu. Depresja nie pozwala cieszyć się życiem, nie pozwala być twórczym, ba, nawet nie pozwala pracować regularnie osiem godzin dziennie, wybija z kieratu, w który bez grama refleksji większość ludzi zaprzęga się, by egzystować. Bez wątpienia depresja jest zła. A jednak dostrzegam coś pozytywnego w depresji i nucąc refren z piosenki kończącej „Żywota Briana” mogę krótko i zwięźle powiedzieć: człowiek w depresji przynajmniej nie jest idiotą. Bo jak pisze Kierkegaard: „Kiedy człowiek rozpacza o byle czym, rozpacza właściwie nad sobą i chciałby pozbyć się siebie”. A kto chce się pozbyć siebie, ten chce odrzucić ten najbardziej zbędny bagaż w swoim życiu, jakim jest jego ja. A to już jest duże osiągnięcie.

O filozofie

Filozof to ktoś, kto patrzy nam prosto w oczy i mówi rzeczy, które nie zawsze byśmy chcieli usłyszeć. Wpisuje się w ten sposób w figurę Sokratesa, który dokuczał Ateńczykom jak uparty giez. Zwykle go wtedy nie lubimy i nazywamy idiotą. Czasem, być może dosyć rzadko, przydarza się jednak coś innego. Bywa mianowicie, że filozof powie coś o tym, co zawsze mieliśmy na końcu języka i czego jakimś dziwnym zrządzeniem losu nie mogliśmy wyartykułować nieraz przez całe lata. W tym drugim przypadku entuzjastycznie się z nim zgadzamy, chwaląc jego wnikliwość i mądrość. Filozof wszakże w obydwu przypadkach wykonuje taką samą robotę, i raczej nie zważa na to, jak my reagujemy. Czy nazwiemy takiego idiotą czy mędrcem, jest mu obojętne. Dlaczego? Bo najczęściej mówi to samo…

O cichej rozpaczy

Fiodor Dostojewski pisze we „Wspomnieniach z domu umarłych”: „Kiedyś przyszło mi na myśl, że gdyby się chciało kogoś unicestwić, zmiażdżyć, pokarać tak bezlitośnie, by najgorszy nawet zbrodniarz już naprzód trząsł się ze strachu, to należałoby nadać jego trudowi charakter czegoś doskonale absurdalnego, absolutnie bezużytecznego”. I tak zrobiono, tworząc to, co nazywamy współczesną cywilizacją, gdzie miliony ludzi zrywa się wcześnie rano na dźwięk pobudki. Wyskakują z łóżka, by szybko się załatwić, zjeść, ubrać i wyjść z domu. Następnie przebijają się przez tłumy sobie podobnych na drogach i w środkach masowej komunikacji, aby ostatecznie trafić do jakiegoś dziwnego miejsca, gdzie przez osiem godzin będą pozorowali coś, co nazywają pracą. Spędzą te osiem godzin przysparzając komuś innemu zysków, a sami otrzymają w zamian zapłatę pozwalającą im jedynie na utrzymanie siebie w zdolności do dalszej pracy. Jest to doskonale absurdalne, wyprane z sensu i odczłowieczające. Henry David Thoreau spojrzawszy na ludzkość ze swej chatki w lesie napisał: „Większość ludzi żyje w cichej rozpaczy”. Dziś trudno nawet o chatkę, a i lasy się kurczą…

O Europie – krótko

Wojny, rzezie, pogromy, gwałty, ucieczka przed najeźdźcą, zniszczone domostwa, rozpacz, grabieże, głód, śmierć dzieci, bieda, masowe migracje, rozdzielanie rodzin, niewolenie ludzi, nienawiść i prześladowanie obcego, okrutne tortury, plemienne zemsty, mordowanie innowierców, eksterminacja całych nacji, upadki cywilizacji – to wszystko przypadało w udziale ludzkości od dawna, a zwłaszcza w czasie ostatnich tysięcy lat życia osiadłego. Ale nie współczesnej Europie. Generacja ludzi żyjących na tym małym cypelku przy Azji, urodzonych po 1945 roku i korzystających z 70 lat pokoju ( choć nie wszędzie, że przypomnę choćby Jugosławię sprzed ponad 20 lat i Ukrainę obecnie), miała szansę przeżyć swoje życie w pięknym złudzeniu. Jednak nawet trwające długo i nie wiem jak piękne złudzenie pozostaje złudzeniem. Czy te lata były tylko fluktuacją, czyli przypadkowym wahaniem, niedającym się przewidzieć odchyleniem od normy? Czas pokaże.