W najbliższy wtorek, 24 lutego, rozpoczynam wykład fakultatywny „Filozofia śmierci”. Ogromny temat, a ja mam tylko 30 godzin. O czym mówić? Na pewno podejmę temat, który in nuce pokazuje podstawowy problem, jaki ze śmiercią ma człowiek. Śmierć, obok płciowości, najbardziej uwydatnia naszą zwierzęcą naturę. Ludzie są jednak zwierzętami chorymi. Zwierzęta przyjmują swoją śmierć w sposób naturalny. Nie mówię tu o gwałtownej śmierci zadanej przez drapieżnika, ale o spokojnym udaniu się do miejsca śmierci i dokończeniu żywota w samotności, tak jak czynią to koty czy słonie. Tymczasem śmierć człowieka jest nadmiernie zrytualizowana, co wynika jednak głównie z potrzeb tych, którzy pozostają przy życiu, gdyż, rzecz oczywista, zmarły nie ma tu już nic do gadania. Lekarze i kapłani ze swymi mniej lub bardziej apotropaicznymi zabiegami są zbędnym dodatkiem, który ma tylko łagodzić lęki pozostających przy życiu. Ta rytualizacja jest jeszcze w pewnym stopniu zrozumiała wtedy, gdy umiera młody człowiek, przed swym czasem i często przypadkowo, w bezsensownej wojnie, czy w wyniku niespodziewanej choroby. Ale gdy umiera starzec, syty swych dni, żaden rytuał nie jest potrzebny – tak jak dojrzały owoc odpada z drzewa, tak dojrzały człowiek opuszcza życie, co jest naturalną koleją rzeczy. Dojrzał, stał się indywidualnością, i spokojnie może przestać istnieć, korzystając w przywileju ściśle osobistego stosunku do śmierci. Nie pozostawia po sobie żalu czy rozpaczy, tylko pamięć swoich czynów i słowa, które wypowiedział albo napisał. Umiera syty dni, a my żyjemy sycąc się jego spuścizną. Dlaczego więc lękamy się śmierci? Lękamy się jej póki nie staniemy się sobą, póki nie dojrzejemy, póki nie wyżyjemy do końca swego życia. A to – trzeba przyznać – udaje się nielicznym.

Zwalniam cię – śmierć!
… żyjemy w czasach, gdzie stale szuka się antidotum długowieczności, temat śmierci odsyła się jak najdalej jest to możliwe. Ludzie po prostu nie chcą zmierzać się z problemem i tematem jakim jest śmierć. Spychają ją gdzieś na bok. Zwalniają z jej jednego i nieodłącznego zadania, w którym trzeba przyznać – jest najlepsza.. . . To samo robi się z ludźmi, ba! – nawet bliskimi, których spotkanie ze śmiercią jest niedaleką przyszłością. Odsyła się ich do „umieralni”, gdzie pozostawieni sami sobie kończą życie w samotności…
Niecodzienne refleksje nad tematem śmierci można znaleźć w niepozornej książce Andrzeja Stasiuka pt.: „Grochów”. W minimum formy zawarł maksimum treści – polecam!
PolubieniePolubienie