Poznanie to stwarzanie świadomości. Świadomość człowieka nie jest tylko nędznym zwierciadełkiem, po raz n-ty odbijającym niepojmowalną rzeczywistość wszechświata. Każdy akt poznania jest aktem twórczym. Każda świadomość jest niby kropla światła, spływająca do rzeki powszechnej świadomości. Każde świeże, pierwsze spojrzenie to kreacja nowej rzeczywistości, to moment pierworaźny w historii wszechświata.
Poznanie kreuje indywidualną rzeczywistość, poza wspólną wszystkim rzeczywistością zmysłową. Wspólna rzeczywistość zmysłowa jest tym, co chrześcijaństwo określa mianem grzechu pierworodnego, a buddyzm mianem niewiedzy. Wspólna rzeczywistość jest kreowana przez język. Ludzkość „upadła” w język, zakleszczyła się w słowach, co doprowadziło do powstania kultury. Wszyscy piszący próbują podnieść się z tego upadku, słowami obnażyć pustkę słów – bezskutecznie.
Pierworaźność spojrzenia ginie wraz z pierwszym słowem. Gdy małe dziecko zobaczy coś na gałęzi drzewa i wciągnie ku temu rączkę, usłużna matka od razu zabija gadaniem świeżość jego spojrzenia, dokonuje pierwotnego mordu na jego umyśle, mówiąc: „To ptaszek”. Od tego momentu dziecko staje się ślepe, na jego oczy zasłona konwencji. Już nie patrzy, już tylko widzi „ptaszka”, puste pojęcie.
Poznanie ufundowane jest na takim sposobie istnienia, który możemy nazwać egzystencją dziecka, które wszystkiego doświadcza po raz pierwszy. To stan wolności od uwarunkowań, tak jak pojmuje go joga czy taoizm. Wyzwolenie oznacza tu świeżość i pierwszość każdego spojrzenia. Oznacza porzucenie wszelkich konwencji, wyzwolenie się z tego, co zbiorowe.
A zatem mamy wybór – albo spokój i trwanie w konwencji, stawiające opór przemijalności tego świata, albo tworzenie, nieustanne wykraczanie poza, poza to co znane. Gdy uda się, rzutem piersi na taśmę, choćby o krok wyprzedzić nieuchronny rozpad ciała i zobaczyć świat taki, jakim jest, w jego świeżości i jedynej wieczności, jaką jest teraźniejszość, wtedy życie nie jest zmarnowane. Nic tak bowiem jak śmierć nie zrywa wszelkich zasłon, iluzji, konwencji. Dlatego warto ją uprzedzić.

Ach, jakże trudne jest to, co Pan napisał w ostatnim akapicie! Ja ostatnio mam wrażenie, że wszystko, co widzę dookoła to jedynie właśnie konwencja. Z dopiskiem, że wszystko co „ludzkie”, czy „kulturowe”. To trochę przerażające… Trudno jest patrzeć poza tę konwencję.
Z drugiej strony, mam osobiście ambiwalentne uczucia w kierunku języka. Widzę to, co Pan pisze, ale widzę także jednak użyteczność narzędzia, jakim jest język. Te oba aspekty, zwłaszcza ten drugi, są dość oczywiste. Dlatego myślę, że trzeba język jakoś „przekroczyć”, albo może powrócić do jego pierwotnej funkcji, jeśli tak to można określić.
PolubieniePolubienie
Tak, język jest pomocny. Dlatego ważne by nie myśleć , że jest Księżycem, jest konwencją. Jest palcem wskazującym na Księżyc. Jak mawiał pewien myśliciel, mapa nie jest terytorium, acz jest pomocna w wędrówkach. A co jest poza językiem? Całe życie 🙂
PolubieniePolubienie