O samotności

Cyceron przytacza słowa Scypiona Afrykańskiego: „Nigdy nie byłem mniej samotny niż w chwilach samotności”. Koan godny mistrza zen. Wszystko wskazuje na to, że Scypion opanował trudną sztukę obcowania ze sobą. Ludzie, jako zwierzęta stadne, zwykle źle znoszą dłuższą nieobecność osobników swojego gatunku. Są jednak tacy, nie będący dziwakami czy szaleńcami, którzy największą wartość w swoim życiu widzą w byciu sam na sam ze sobą. Ich wnętrze jest na tyle uporządkowane, tak dobrze znają siebie, że nigdy nie czują się samotni. Wprowadzili porządek do swojego mentalnego gospodarstwa i czują się w nim dobrze. Są oni przeciwieństwem nie tylko zwykłych ludzi, zagubionych, pogrążonych w chaosie, ale też i przysłowiowego, nieszczęsnego pustelnika, którym zawładnęły jego myśli i wyobrażenia tak bardzo, że trudno go nazwać samotnym.
No dobrze, ale Scypion raczej nie był mistrzem zen. Spójrzmy zatem na kwestię samotności bardziej radykalnie. Buddyzm mówi o istotach zwanych pratjekabuddami, czyli samoistnie powstałymi. Pratjekabudda jest wyzwolony, i nie potrzebował nauczyciela, by się wyzwolić. Sam również nie naucza. Przebywa w samotności medytując. Osiągnął stan arhata, czyli urzeczywistnił nieistnienie indywidualnego ja, podobnie rozpoznał pustkę wszystkich rzeczy. Nie możemy więc w sensie właściwym mówić o nim, że spędza czas w samotności, bo w jego grocie nie ma nikogo, kto by był samotny. W jednej z sutr buddyjskich pratjekabuddów określa się jako „szlachetnych spośród ludzi, wolnych od rozpaczy i pragnienia, którzy pokonali swe namiętności i osiągnęli osobiste oświecenie”.
Teraz już wiemy, co przeszkadza nam w byciu prawdziwie samotnymi. To nasze myśli, pragnienia, namiętności, lgnięcie do rzeczy zewnętrznych, ruminowanie spraw sprzed wielu lat nawet wtedy, gdy siedzimy w najgłębszej ciszy w grocie na szczytach Himalajów. Słowem, nie możemy być prawdziwie samotni dopóty, dopóki nie przestaniemy przejmować się całą naszą wewnętrzną menażerią mentalną. Boimy się, że wtedy znikniemy, ale nie, gdy ugruntujemy się poza myślami, uzyskamy spokój i radość w samotności. Wspomniany przeze mnie pod koniec pierwszego akapitu pustelnik nie umiał tego zrobić. Nie wiedział, że prawdziwa i najwyższa samotność to nieobecność siebie. Tylko te chwile, w których nie ma mnie, są najszczęśliwsze.

Dodaj komentarz