Po śmierci

Ostatnio pod dwoma moimi wpisami pojawiły się opinie, że zawierają one słowa sugerujące jakąś kontynuację życia po śmierci. Muszę rozczarować moich czytelników – nic takiego nie miałem na myśli. Język wodzi nas na manowce. Jeżeli myślimy o duszy istniejącej po śmierci to popełniamy błąd. Błąd ten jest podobny do zapytania „gdzie poszła pięść?”. Ściskamy dłoń w pięść, potem rozwieramy palce i pytamy „a co się stało z pięścią?”, albo co gorsza „gdzie poszła pięść?”. Czy istnieje życie po śmierci jest po prostu źle postawionym pytaniem, jest une façon de parler, sposobem mówienia o czymś, czego nie wiemy, ale pragniemy by istniało.
Wszelako ludzie od zawsze stawiali pytanie o istnienie po śmierci. Do stawiania pytań trzeba jednak mieć mądry umysł, który wskaże wyjście z sytuacji skłaniającej do takich pytań, zamiast wikłać nas w mitologiczne wyobrażenia. Ten umysł mówi, że my już teraz prowadzimy życie post mortem. Cała nasza przeszłość, pisał Seneka, przynależy do dziedziny śmierci. Nie oczekujmy zatem śmierci w przyszłości – w dużej mierze mamy ją już za sobą. Ktoś mógłby oponować, że wszak wspominamy przeszłość. Jednak blade obrazy wspomnień są niby sny i mają identyczny co one status ontologiczny. Każdemu z nas dane było się przekonać, jak zawodna jest pamięć, która podsuwa nam treści tworzone przez umysł, zmieniające się na nowo przy każdym przypomnieniu.
Jesteśmy kimś, kto już dawno temu umarł i jego życie jest prawdziwą egzystencją pośmiertną. Umarł dla przeszłości, umarł dla przyszłości, żyje tylko w teraz. Złudne omamy przeszłości i równie iluzoryczne obrazy przyszłości go nie dotyczą. Jest martwy dla obu tych sfer czasu. I jeśli chcemy mówić o życiu po śmierci to tylko w takim sensie, jaki tu zakreśliłem. Wszystko inne to mitologiczne marzenia, rodzące się z lęku i niewiedzy, dające, jakby się wydawało, pocieszenie i regulujące nasze funkcjonowanie psychiczne, ale tak naprawdę będące ostatecznie źródłem cierpienia.
Przywołano mnie do istnienia z nicości – z której przecież nie mogę mieć nawet najskromniejszych wspomnień i nie mogę jej zapytać o rację mego istnienia – i wrzucono w życie, w którym umieram z każdym odchodzącym dniem, by w końcu doczekać dnia ostatniego, którego już nie będę pamiętał. Śmierć jest obecna wszędzie, przed, po i w trakcie całego mojego życia. Przenika wszystko jak sól przenika morską wodę. I nadaje smak, czyli znaczenie, wszystkiemu co robię, całemu mojemu życiu, pokazując jego istotową nicość, ulotność, efemeryczność.

Skomentuj