Henri-Frédéric Amiel w swoim Dzienniku intymnym napisał: „Każdy miał swoją ziemię obiecaną, swój dzień ekstazy i swój kres na wygnaniu”. W swej zwięzłości to jedno z najpiękniejszych opisań toku naszego życia. Rozpoczynamy jako młodzi ludzie, spoglądając na swoje przyszłe życie, które rozciąga się przed nami jak ogromna, nieokreślona kraina. Marzymy i śnimy o tym, kim będziemy, dążymy do realizacji marzeń, czując, że już niedługo dotrzemy do ziemi obiecanej. Potem następuje wiek średni, gdy doświadczamy spełnienia – wbrew Amielowi powiem, że wielu rozczarowania – a nieliczni ekstazy. Ja miałem to szczęście, że wtedy, na połowie czasu, jak pisał Dante, rozpocząłem życie od nowa, w ekstatycznym zachwycie. Szybko jednak zbliża się wiek starczy, gdy sięgamy kresu, gdy bieg życia skazuje nas na wygnanie, a to co przeszłe, szybko mija. Niczym zużyty wagon życie kieruje nas na boczny tor, nawet jeśli wagon jest okraszony flagami, medalami i zachwytami pochlebców. Ja tu znowuż miałem szczęście, że umknąłem owej żałosnej maskaradzie.
Trzy etapy w ujęciu Amiela chciałbym zestawić z czterema aśramami życia bramina, które znajdujemy w klasycznej kulturze hinduskiej. Zostały one opisane w traktacie Manusmryti Manu Swajambhuwy. Pierwszy etap to brahmaczarin, to wiek młodości i uczenia się od guru. Drugi to grihastha, wiek dojrzały, wiek pana domu, gospodarza, akme życia większości ludzi, ale też okres najbardziej obciążony obowiązkiem spełniania dharmy. Trzeci to wanaprastha, etap pustelnika – czy współcześnie emeryta – gdy ujrzawszy wnuka, zostawiamy obowiązki domowe i zawodowe. Oddajemy się wtedy praktykom duchowym i szukamy sensu swojego życia, medytując w ostępach leśnych. U Hindusów, inaczej niż u Amiela, mamy jeszcze potencjalny, bo rzadki, czwarty etap życia. To sannjasin, gdy porzucamy wszelkie doczesne przywiązania, takie jak więzy rodzinne czy społeczną tożsamość. Spędzamy go na wędrówce, bez przywiązywania się do miejsc i ludzi. Jeszcze żyjemy, ale już poza światem społecznym. Etap ten jest ostatnim przed śmiercią, jest więc etapem całkowitego wyrzeczenia się (sannjasa) wszystkich ziemskich wartości i zobowiązań. Osiągamy wtedy ostateczną wolność.
Koncepcja hinduska bardziej mi się podoba niż Amiela. Tym bardziej, że czuję, iż w moim życiu kształtuje się mocno ów trzeci etap, a na horyzoncie są widoczne zapowiedzi czwartego. Już teraz na ile mogę unikam obowiązków rodzinnych czy zawodowych. Z tymi pierwszymi jest prosto, bo moja macierzysta rodzina już dawno wymarła, a z dalszą nie utrzymuję żadnych kontaktów. Wymarli także moi przyjaciele i nie mam ochoty szukać nowych. Co do obowiązków zawodowych to spełniam je o tyle, o ile jest to konieczne dla pracy zarobkowej. Coraz częściej odmawiam zatem wszelkich wyjazdów, wywiadów, nie uczestniczę w żadnych konferencjach, nie jestem recenzentem czy promotorem doktoratów. Nic ponad to, co konieczne. Przygotowuję się do etapu życia poza dotychczasową tożsamością społeczną, co mam nadzieję nastąpi w ciągu paru najbliższych lat.
Niedawno miałem sen. Byłem z grupą ludzi na lotnisku w Anglii. Musieliśmy wyjść na płytę lotniska by poszukać samolotu, który wracał do Polski. Wszyscy się rozproszyli, każdy szukał jak mógł. Ja szedłem sam (etap trzeci) i po pewnym czasie uświadomiłem sobie, że samolotu nie znajdę i odleci beze mnie. Ale pomyślałem wtedy, że mam przy sobie saszetkę, a w niej komórkę, portfel z pieniędzmi, kartami płatniczymi i dowodem osobistym, więc dam sobie radę, gdzieś przenocuję. W tym momencie poczułem, że saszetka zniknęła (etap czwarty). Piękny przekaz od nieświadomości, która zdaje się mówić do mojej szukającej bezpieczeństwa świadomości: „Zostaw wszystko, co zapewnia ci zbiorowe bezpieczeństwo i stadną tożsamość. Nic nie jest ci potrzebne. Nie musisz, jak inni, wracać samolotem. Jesteś in the middle of nowhere (stąd Anglia) i jedyne czego potrzebujesz to odnaleźć samego siebie”.
Jako miłośnik Junga zwracam uwagę na sny. Bez snów nasze życie byłoby tak suche, płytkie i nieznośnie racjonalne. Zatem, gdy sen mówi do mnie, to go słucham. Krytycznie, świadomie, ale biorę go pod uwagę. To część mojej aktywności psychicznej, tym bardziej wartościowej, że pozostaje ona poza kontrolą mojej świadomości. Interpretuję ten sen jako zapowiedź czwartego etapu mojego życia. Dzięki snom możemy mieć lepszy wgląd w cykle naszego życia, bo opowiada je żyjący w nas, a liczący sobie dwa miliony lat, człowiek. Przy nim jesteśmy tylko jętkami jednodniówkami, którym dana jest tylko chwila, by dopełnić cyklu życia.
O etapach życia
Dodaj komentarz
