Dawnymi czasy, gdy jeszcze odwiedzałem cmentarze w dniu pierwszego listopada, nie mogłem się opędzić od jednej myśli. Obserwując tłum ludzi, zajęty rytualnym zapalaniem zniczy, widziałem w ich twarzach tylko jedną rzecz – pełną ulgi konstatację: ja żyję, a oni nie. Wprawdzie współczuję, myśleli sobie, tęsknię i kocham zmarłych, ale żyję. Wszyscy zapalający znicze wiedzieli, że nie ma drogi, która nie ma swojego końca, ale odsuwali to od siebie. Taki apotropaiczny pierwszolistopadowy rytuał jest czymś, co pozwalało im, nieco paradoksalnie, zapomnieć o własnej śmiertelności.
Ale czy można zapomnieć o śmierci? Ludzka zdolność do wypierania wszystkiego do nieświadomości jest praktycznie nieograniczona. Na tym wyparciu opiera się ego, które jest przekonane o własnej nieśmiertelności. Nie można jednak zapomnieć o śmierci, bo powstanie świadomości u naszych przodków było tożsame z uświadomieniem sobie przez nich własnej śmiertelności. Być świadomym to być świadomym śmierci. Prometejski dar świadomości to zarazem przekleństwo Thanatosa.
Ego o tym wie, budzi to jego lęk i dlatego pragnie uciec. Ucieka przez śmiercią, a tym samym ucieka przed życiem. Jak mawiał Seneka: „Całe życie jest potrzebne, by nauczyć się żyć, i całe życie jest potrzebne, by nauczyć się umierać”. Jeśli nauczymy się umierać, przestajemy być niewolnikami życia, kurczowo trzymającymi się najgorszych iluzji. Dlatego o śmierci trzeba ciągle myśleć, by się jej nie bać. Memento mori to pierwsza i ostatnia medytacja. Śmierć zawsze spogląda przez nasze ramię i mówi: „Jestem tu”.
W Szwajcarii jest most, na którym wisi tabliczka: „Wszystko jest przejściem”. Wszyscy jesteśmy przechodniami. Może nam się wydawać, że idziemy jeszcze tym mostem, ale tak naprawdę to już go przeszliśmy. Świadomość, że życie jest tylko przelotną ułudą, chwilą pomiędzy dwiema nicościami, nadaje sens naszemu życiu. Pamiętanie o śmierci to najwyższa forma uważności (smriti). Pamiętaniem takim jest filozofia, ta, jakiej uczyli starożytni Grecy, bo jest ona najlepszym przygotowaniem do śmierci.
O śmierci i pamiętaniu
Dodaj komentarz
