O fizyce i miłości

Prawie czterdzieści lat temu byłem na wakacjach w okolicach Ostrowca Świętokrzyskiego. Mieszkałem w starej chacie na zabitej dechami wsi o nazwie Nosów. Żadnych rozrywek, tylko piękne krajobrazy. Chłopi już mniej piękni. Po wodę chodziłem do studni. Z powodu obniżenia się poziomu wód gruntowych wszystkie studnie w okolicy były niesamowicie głębokie. Wzrok nie sięgał lustra wody. Pochylając głowę widziałem tylko ciemność. Wtedy wpadłem na pomysł, by zmierzyć głębokość jednej ze studni. Wrzuciłem do niej kamyk i zmierzyłem czas do momentu, gdy usłyszałem pluśnięcie. Wykorzystując prosty wzór fizyczny obliczyłem głębokość. Ponad sześćdziesiąt metrów.
Podobnie jak ze studnią jest z miłością. Jej głębia to nie tylko sentymentalna metafora. To czysta fizyka. Głębia miłości ukazuje się tylko wtedy, gdy coś zrobimy i do studni serca ukochanej wrzucimy kamień, który u samego jej dna da odzew. Ten kamień to symbol naszego zaangażowania. Moc i głębia miłości ukazuje się dopiero wtedy, gdy spadniemy w te głębie. To my jesteśmy tym kamieniem i rzucamy się w otchłań niewiadomego. Gdy kamień zetknie się z wodą na dnie studni, wywołuje dźwięk, coś subtelnego, co dociera do uszu kilkadziesiąt metrów wyżej. Tu metafora pokazuje swoją moc, pokazuje transformację czegoś zimnego i twardego w wibracje subtelnego żywiołu powietrza, przy udziale żywiołu wody, symbolizującego uczucia. Czyż nie o to też chodzi w miłości?
Skoro rozpoczęliśmy od fizyki, to na fizyce też skończymy. Nie ma bowiem nic ważniejszego niż fizyka w tym świecie. Podaję zatem wzór na głębię miłości: h=gt2/2, gdzie h to poszukiwana przez nas głębia, t to czas jaki zajmuje nam dotarcie do serca ukochanej, a g to stała instynktowa, u ludzi zwykle mająca wartość 10. Czyli jak pomnożymy kwadrat czasu przez stałą instynktowną i podzielimy to przez dwa, to otrzymamy upragniony wynik. Słowo upragniony nie jest tu przypadkowe, bowiem na wynik naszych obliczeń czeka nasza ukochana.

Dodaj komentarz