Życie składa się z szeregu następujących po sobie chwil, z których każda jest ulotna, ale zarazem jest absolutna, bo teraźniejsza. Spójrzmy na taką chwilę. Zobaczyłeś w oczach kobiety, którą kochasz, ów szczególny blask, mówiący bez słów, że ona czuje to samo co ty. Tego pierwszego spojrzenia nie da się powtórzyć, ta chwila jednak zapadła ci w pamięć, stała się przeszłym momentem. Nie szkodzi, że ulotna, że może się już w twoim życiu nigdy nie powtórzyć. I jej sensem nie jest wspominanie, bo sens, podobnie jak chwila, jest ulotny. Jej sensem było to, że się przydarzyła. Może z tą kobietą potem byłeś całe lata, ale wtedy już inne chwile budowały sens twojego życia. A może na tym spojrzeniu się skończyło. Gdyby ta pierwsza chwila miała się doskonale powtórzyć, pozbawiło by ją to sensu.
I nie należy spędzać zbyt dużo czasu na wspominaniu, bo wspominanie nawet najpiękniejszych chwil to bardzo nędzny ersatz sensu. Sens jest żywy i aktualny, a to znaczy budowany tylko w teraźniejszości. Dlatego tak trudno o nim opowiedzieć innym. Jeśli gładko opowiadasz o sensie swojego życia innym ludziom, to znaczy, że jest on martwy, przeszły, a często kupiony od handlarzy sensem, których zawsze było pełno na tej dziwnej planecie. Mają oni usta pełne opowieści o wyzwoleniu, zbawieniu, celu życia itd. Znamy ich dobrze od tysięcy lat – to kapłani, filozofowie, politycy, psycholodzy i inna hałastra. Wszyscy z nich mają tylko jedno pragnienie, by wmówić innym jak mają żyć. I robią na tym dobry interes, bo większość ludzi nie umie budować sensu swojego życia z pełnego przeżywania wszystkich tworzących je chwil, są zatem podatni na różne bajkowe opowieści. W życiu piękne są tylko chwile, mówi poeta. Ale tylko wtedy gdy się przydarzają, gdy natomiast stają się jeno strawą dla pamięci, stają się smutne.
Nie ma sensu, który możemy otrzymać z zewnątrz, na który możemy się nawrócić. Jedyny sens to ciąg chwil tworzących nasze życie. Są osnową życia, a nasze reakcje na te chwile to jego wątek. Czasem reagujemy na piękną chwilę tak, że nie tworzy ona tkaniny życia, a czasem reagujemy na straszną tak, że staje się jedną z najważniejszych. Handlarze sensem nie zwracają uwagi na naszą postawę, zamiast tego wciskają nam opowieści, gdzie nawet straszne chwile stają się piękne. Kłamią, bo to co straszne, bolesne, pełne cierpienia, jest po prostu takie. Nie można budować sensu na oszukiwaniu siebie.
To życie to pełnia, która została nam dana i zadana. Nie trzeba do niej nic dodawać, a już najmniej oszukańczych opowieści handlarzy sensem. Są one niebezpieczne, bo nie oparte na żywym doświadczeniu, tylko na martwym przekazie, tradycji, historii. Handlarze sensem mają też osobisty interes w sprzedawaniu sensu innym – z każdym przekonanym osobnikiem utwierdzają się w czymś, co im wydaje się ich własnym sensem. Jest on jednak dosyć nędzny, skoro wymaga przekonywania innych do wykazania swej wartości. Nikt nie potrzebuje do odkrycia sensu swojego życia jakiegoś drugiego człowieka.

Może handlarze sensu nie, ale nauczyciele sensu są potrzebni. Budda, Jezus… Potem pojawiają się często ci handlarze. Ich liczba zwiększa się z upływem czasu, im dalej od prawdziwego doświadczenia. Ale niekiedy pojawiają się także drobni, „autentyczni naśladowcy” tych powyższych. I ich warto słuchać, bo to zadane życie bywa zbyt trudne, a jednocześnie zbyt wiele mamy, zwłaszcza dzisiaj, jego nędznych zamienników.
PolubieniePolubienie
Tak, nie budda, ale buddyści, nie Platon, ale filozofowie, nie Jezus, ale kapłani. A esencją życia jest właśnie nie naśladowanie nikogo. Można się co najwyżej inspirować, a i to tylko wybitnymi jednostkami.
PolubieniePolubienie