O psychologii

Ostatnio zakupiłem pięknie wydane dzieło zatytułowane Psychika. Historia ludzkiego umysłu. Jest to książkowa wersja bardzo popularnych wykładów Paula Blooma, znamienitego amerykańskiego psychologa, które od lat prowadził dla studentów pierwszego roku na Yale University. To, co mnie najbardziej zainteresowało znalazłem już na pierwszych stronach tej książki. Bloom zaczyna od ciekawej dla filozofa rzeczy – jasno określa filozoficzne podstawy psychologii:„Współczesna psychologia uznaje mechanistyczną koncepcję życia psychicznego, która jest materialistyczna (umysł postrzega jako rzecz fizyczną), ewolucyjna (naszą psychikę traktuje jako produkt biologicznej ewolucji kształtowany w dużej mierze przez dobór naturalny) oraz wynikowa (nasze myśli i działania uznaje za rezultat oddziaływania genów, kultury i indywidualnych doświadczeń)”. Potem przyznaje, że psycholodzy mało wiedzą o tych podstawach, a to znaczy – dopowiadam – że przyjmują je jako pewną oczywistość. A że to, co oczywiste jest nieświadome, i tych to podstaw ani szary wykładowca psychologii, ani tym bardziej studenci psychologii nie są świadomi i nigdy nie będą, o tym już Bloom nie pisze. I to jest początek nieszczęścia, jakim jest obecna psychologia.
Psychologia chce być nauką i skuszona tym pragnieniem przyjmuje paradygmat wspólny dla wszystkich nauk (science), nie zwracając uwagi, że przedmiot jej badań różni się od przedmiotów badanych przez fizykę czy chemię. Nazywany jest psychiką, w której to nazwie pobrzmiewa dawna dusza (mówiąc dusza nie mam na myśli abstrakcyjnego bytu wydumanego przez teologów). Jednak określenie takich, a nie innych filozoficznych podstaw badań nad duszą, jak to zrobił Bloom, czyni ją czymś podobnym do elektronu czy kwasu siarkowego. Dusza staje się tylko rzeczą między innymi rzeczami. Powiem wyraźnie: przy tych założeniach psychologia akademicka urzeczowia człowieka, redukując go do wymiaru tylko biologicznego. Staje się człowiek jeno „miękką maszyną” (to słowa Blooma). A ta miękka maszyna nawet nie uświadamia sobie, że sformułowane przez Blooma założenia są filozoficzne, czyli nie podlegają falsyfikacji, a zatem są nienaukowe ( to kamyczek do ogródka psychologów, którzy, jak Bloom, wielbią falsyfikowalność i evidence-based wszystko, bo chcą być naukowi).
Te filozoficzne założenia mają bezpośrednie przełożenie na mentalność studentów psychologii. W czasie swojej pracy na uczelni miałem okazję spotykać się ze studentami psychologii. Przychodzili na moje zajęcia o Jungu, albo studiowali jako drugi kierunek filozofię czy też doradztwo filozoficzne i coaching. Tym, co mnie uderzyło w rozmowach z nimi była powtarzająca się refleksja, że na filozofii ich umysły oddychają, otwierają się, że słyszą o psychologii i człowieku rzeczy, których po latach studiowania psychologii nawet nie podejrzewali. Różnica między instytutami była dla nich trudna do uchwycenia w słowach (bo niby skąd się mieli takich słów nauczyć na psychologii?), ale uchwytna. Jedna studentka była zachwycona nawet tym, że można porozmawiać z wykładowcą! No cóż, psychologia, obok teologii czy prawa, jest kierunkiem, który bardzo mocno formatuje umysły studentów. Fundamentem tego formatowania są silne założenia światopoglądowe, o których pisze Bloom. Silne, bo niedostępne refleksji zwykłego studenta psychologii, któremu w trakcie studiów nie dostarcza się odpowiednich pojęć ani żadnych koncepcji, które by sprzyjały myśleniu. To smutne, albo wręcz tragiczne. Oznacza to, że produkujemy tysiące ludzi (w Polsce studiowało w zeszłym roku psychologię ok 82.000 osób), którzy będą tylko mechanikami samochodowymi od psychiki.
By nie skończyć tą smutną refleksją opowiem, co mi się kiedyś przydarzyło. Lata temu usłyszałem taki żart. Młoda dziewczyna zdaje na psychologię. Dlaczego? Bo ma problemy ze sobą i chce w ten sposób sobie pomóc. Na piątym roku już wie – to nie ona ma problemy, mają je inni i ona będzie ich naprawiać. Zamieściłem kiedyś ten żart w grupie studentów psychologii na FB. Spodziewałem się sporego hejtu. O dziwo mój wpis miał kilkadziesiąt polubień…
Aha, miałem coś napisać o książce. Poza cytowanym akapitem, jest jak każda amerykańska produkcja – płytka niczym kałuża po przelotnym deszczu. W sam raz dziełko dla kandydatów na psychologów o płytkich, amerykańskich umysłach. Moim zdaniem jak ktoś wierzy, że jest tylko swoim mózgiem, kawałkiem mięsa, to nie powinien nawet podchodzić do ludzi. Materializm to największa pomyłka w historii ludzkości. Od stuleci przeżarł niczym zabójczy kwas duszę współczesnego człowieka, spustoszył jego życie duchowe. To hańba dla psychologii, że do dziś nie umie zrzucić z siebie obciążenia dziewiętnastowiecznym materializmem. Psycholog materialista to contradictio in adiecto. Psycholog jest współczesnym odpowiednikiem kapłana, z tym, że jego bogiem nie jest już Jahwe czy Allach, ale materializm. Mnie osobiście to przeraża. Dlatego na koniec zacytuję mój ulubiony tekst Marlona Brando z końca Czasu apokalipsy: „A horror, a horror…”.

Dodaj komentarz