O Schopenhauerze

Parę miesięcy temu spotkałem mojego kolegę z czasów, gdy studiowaliśmy razem fizykę. On się zmienił i ja też nie wyglądam jak wtedy, dokładnie czterdzieści lat temu, kiedy ostatni raz go widziałem. Gdy wpadliśmy na siebie na ulicy, nie poznałem go, znany bowiem jestem z łagodnej prozopagnozji. On mnie rozpoznał i zagadał. Nie rozmawialiśmy długo, obiecaliśmy sobie, że się do siebie odezwiemy, jak to w takich przypadkach bywa. Poczułem się dziwnie widząc jego twarz po tylu latach. Po powrocie do domu przypomniałem sobie słowa Schopenhauera, które zapadły w moją pamięć już wtedy, kiedy je czytałem, te kilkadziesiąt lat temu: „Kiedy dwaj przyjaciele młodości spotykają się po długiej rozłące jako starcy, wówczas dominującym uczuciem, jakie wywołuje w nich wzajemny widok przyjaciela z którym wiąże się wspomnienie młodości jest poczucie całkowitego disappointment całym życiem, które niegdyś, w różowej jutrzence młodości tak pięknie się przed nimi rozpościerało, tak wiele obiecywało, tak mało zaś spełniło. Uczucie to do tego stopnia wybija się na pierwszy plan podczas ich spotkania, że nie czują nawet potrzeby wyrażania go słowami, lecz przyjmują je obaj jako cichą przesłankę i toczą na tej bazie dalszą rozmowę”. Tak, patrzymy na pooraną zmarszczkami twarz naszego przyjaciela, na jego rzadkie, siwe włosy, na zmęczone oczy i opadłe ramiona i się zastanawiamy się, jakież to nieszczęście go dopadło. Odpowiedź jest jedna: życie.
Takiego dominującego uczucia nie dostąpi, a nawet nie zrozumie, dwudziestolatek. Musi poczekać czterdzieści lat, by dostąpić mysterium życia. Życia nie można ocenić, nim nie zbliżymy się do jego zmierzchu. Poranek życia jest złudny, obiecuje mnóstwo rzeczy, których nie dostąpimy. Karmi nas wyobrażeniami nie mającymi żadnych podstaw w rzeczywistości, obiecuje miłość, szczęście, spełnienie, bogactwo – co tylko sobie ktoś wymarzy – jako esencję naszego ja. To wszystko są tylko bajki dla grzecznych dzieci. Im ktoś dłużej karmi się tymi iluzjami, tym bardziej cierpi. Obietnicą całego życia jest tylko to, że możemy pod jego koniec przejrzeć na oczy, odrzucić iluzje, stanąć na własnych nogach, nie wikłając się już w bezsensowne cierpienie. A potem szybko umrzeć. Dopóki jednak żyjemy, możemy poczytać Schopenhauera, który znakomicie pokazuje perspektywę, w jakiej powinniśmy ujmować krótki i zwykle pozbawiony głębszego sensu bieg naszego życia.
Może niektórzy lubią jakieś pocieszające opowiastki, bajeczki religijne czy duchowe, których pełno jest wszędzie i zapychają słabe umysły, ale nie ja. Już jako młody człowiek, w liceum, uwielbiałem Schopenhauera. Jego Aforyzmy o mądrości życia były wówczas lekturą, która przynosiła mi ulgę w głupich zawirowaniach młodości. Ale i teraz, po długich dekadach spędzonych na czymś, co zwiemy życiem, lektura jego dzieł niezmiennie poprawia mi nastrój. Tak już jestem skonstruowany – im bardziej pesymistyczne rzeczy czytam, tym lepiej się czuję. Gdy ktoś pragnie, bym mówił tylko dobre rzeczy, staję się podejrzliwy. Pełnię naszemu życiu nadaje jego ciemna strona, bez niej jesteśmy tylko wydmuszkami naszych pustych pragnień. Im więcej w naszym życiu rozczarowań, tym lepiej, bo życie jest niczym innym jak wielkim rozczarowaniem. I dopiero, gdy to pojmiemy, możemy od niego odpaść.

4 komentarze do “O Schopenhauerze

  1. GregPast's awatarGregPast

    Pesymizm to jedna strona monety, której drugą stroną jest optymizm. Może para przeciwieństw? A liczy się to, co pośrodku – jak dłonie podczas medytacji – ani góra ani dolina 😁 (eee, zostawię ten bufonowaty komentarz…).

    Ale również dla mnie coś w tym jest, że pesymizm, ale taki „zdrowy pesymizm”, uspokaja. Może właśnie wtedy, gdy redukuje nadmierny optymizm. Chyba więc – realizm, w dobrym znaczeniu tego słowa. Ależ trudno dojść do stanu umysłu, w którym te zawirowania góra-dół już nami nie miotają.

    P.S. Dziękuję za uświadomienie, że mam nieprzyczanego Schopenhauera, właśnie jego Aforyzmy…

    Polubienie

    Odpowiedz
    1. Mirosław Piróg's awatarMirosław Piróg Autor wpisu

      Tak, realizm to dobre, choć też ułomne określenie. Kiedy Budda mówił, że wszystko jest cierpieniem, nie był pesymistą – diagnozował. Schopenhauer zrozumiał dobrze jego naukę. Dopiero wtedy, gdy zobaczysz, że cierpisz, możesz się z cierpienia wyzwolić. Zachodzę w głowę od lat, że ludzie tego nie pojmują. To ABC istnienia na tej planecie….

      A „Aforyzmy” warto przeczytać. Teraz. Bo kiedy?

      Polubienie

      Odpowiedz

Dodaj komentarz